2009-09-25

górsko i przyjemnie




Jak na załączonym obrazku widać, przyjaciele zasypują mnie prezentami o tematyce najbardziej przeze mnie ukochanej, bo trzydziestkę ma się przez cały miesiąc powiadają:)
w niedzielę wcześnie rano znajomi odbierą mnie z dworca w malowniczej górskiej miejscowości, poproszę ich by włączyli to w samochodzie i zaczniemy najważniejszą i najbardziej wyczekiwaną podróż
Vana Morrisona uwielbiam słuchać zawsze i wszędzie, zarażona jego muzyką dawno temu w jednym z poznańskich akademików, nie chcę się z niej wyleczyć i niech ta miłość trwa jak najdłużej

a po powrocie trochę o książce Zew Ciszy, która mnie dosłownie poraziła o filmie na jej podstawie już nie wspomnę, ale to gdy wrócę, bo póki co za dużo emocji

2009-09-21

zatrzymać chwile



zatrzymać każdy promień słońca
każdy uśmiech
zatrzymać w pamięci wyraz twarzy, radość, wdzięczność
ciepło, które ostatkiem sił wdzierało się pod skórę
zatrzymać zabawą zmęczenie
opowieści, beztroskie żarty
ciszę zatrzymać bym chciała

było mi cudownie w niedzielę



może ktoś powiedzieć, że to kicz, ok może i tak, ale ja chcę tego kiczu tak bardzo, że zaczynam się przyglądać samej sobie, czy aby po trzydziestce nie nastąpiła zmiana, którą przyjdzie zaakceptować a nie walczyć...



niedaleko Poznania, zaledwie godzinę drogi samochodem jest miejsce, które mnie zachwyciło, w którym czułam się bardzo dobrze, które pozwoliło mi odetchnąć i nabrać sił na jutro
kolejne miejsce gdzie mogłabym postawić dębowy stół

Magiczne drzewo Andrzej Maleszka




Czytam ostatnio bardzo dużo literatury dla najmłodszych. To już trochę mój rytuał, że pomiędzy książkami o dość trudnej tematyce sięgam po książki z półki moich młodszych znajomych. Tak wpadła mi do ręki książka Magiczne drzewo. Czerwone krzesło i od kilku dni zastanawiam się czy to, aby nie przypadek. Magii dookoła mnie tak wiele, że jej ponowne pojawienie się tym razem w książce zastanawia mnie jeszcze bardziej.
Nad doliną Warty burza powaliła stary dąb. Z drzewa zrobiono mnóstwo przedmiotów w tym czerwone krzesło. Stary dąb nie był jednak zwyczajnym drzewem. Posiadał w sobie magiczną moc, którą otrzymał każdy wykonany z niego przedmiot. Czerwone krzesło także nie było zwykłym czerwonym krzesłem, posiadało niezwykłą moc, spełniało życzenie osoby, która na nim siadała i wypowiadała je na głos.
Trójka dzieci – Tosia, Filip i Kuki odnajduje krzesło i zabiera je do domu, w którym rodzice muszą podjąć ważną decyzję czy pracować na statku i zostawić dzieci pod opieką znienawidzonej ciotki. Losy trójki bohaterów wydają się być przesądzone jednak dzieci nie dają za wygraną, za wszelką cenę chcą być blisko rodziców i postanawiają wykorzystać do swych celów magiczne krzesło. W ich zamiarach nie zawsze skutecznie stara się przeszkodzić Max – czarny charakter, który depcze dzieciom po piętach chcąc zdobyć czerwone krzesło wiedząc jaką siłę posiada.
Tak rozpoczyna się cała seria zjawisk magicznych w książce. Jest latający autobus, chodzące krzesło, po niebie sunący traktor, wisząca w powietrzu ciotka i wiele innych zaskakujących i nieprzewidywalnych zjawisk. A wszystko po to, by odczarować swoich ukochanych rodziców.
Dzieci mają tysiące pomysłów jak wykorzystać magię czerwonego krzesła do swoich własnych celów i o dziwo potrafią z tej magii rozsądnie korzystać. W między czasie, jak to w dobrym filmie dla dzieci przystało, zła ciotka przechodzi metamorfozę i tu niespodzianka, staje się kimś wyjątkowym, otrzymuje jeszcze jedną szansę na to by zrozumieć czym powinno być dzieciństwo. To rozwiązanie podobało mi się najbardziej, muszę przyznać, że byłam zaskoczona zakończeniem książki.
Andrzej Maleszka laureat nagrody Emmy za telewizyjną serię Magicznego drzewa, tym razem postanowił, wykorzystując wątki serialu, zachwycić młodego widza i zaprosić go do kina. Przy okazji filmu wydawnictwo Znak wydało książkę, której lektura już za mną, natomiast na film jeszcze nie dotarłam, co zamierzam zrobić wkrótce.
Gorąco polecam Magiczne drzewo. Czerwone krzesło, bo to ciepła i przyjemna lektura, pełna niesamowitych przygód, trzymająca w napięciu. Doskonała zabawa podczas wieczornego czytania swoim pociechom. Polecam i do zobaczenia w kinie.

2009-09-19

Życie z Zawadą i przegląd filmów górskich 2009

Od wczoraj trwa czternasty już przegląd filmów górskich im. Andrzeja Zawady w Lądku Zdroju. Jednym z punktów programu było wczorajsze spotkanie z Anną Milewską, żoną Andrzeja Zawady. Anna Milewska jest także autorką książki Życie z Zawadą, która ukazała się kilka miesięcy temu nakładem wydawnictwa Łośgraf. Książkę czytam "dawkując" sobie po kilka stron. Jej 600 stron nie przeraża mnie a właściwie bardziej cieszy, że ta przygoda podpatrywania ich życia będzie jeszcze długo trwała.
Oprócz festiwalowych filmów, o których pewnie już wkrótce dowiem się czegoś więcej, można cieszyć się obecnością gór i ludzi, którzy góry ukochali szczególnie.
Ja niestety w tym roku nie dojechałam do Lądka, choć jeszcze w czwartek wierzyłam, że uda mi się wsiąść do samochodu i dołączyć do wariatów górskich jak ich nazywa K.
Za to jutro Puszcza Notecka więc nie rozpaczam.

2009-09-07

a w Cieszynie

lubię miejsca, których nie planuję się oglądać, te prawie na końcu świata, o których ludzkość zapomniała
małe miasteczka ze swoją bogatą historią, swoim urokiem, małymi księgarniami w których czas się zatrzymał, można tam dostać to, czego szuka się w wielkich miastach i znaleźć nie może, miejsca ze swoim opanowaniem, własnym odmierzaniem czasu

pakujesz walizkę i nie wiesz gdzie się znajdziesz, dokąd zaprowadzi myśl, kto przygarnie, nakarmi, ufnie spojrzy, z kim przyjdzie ci rozmawiać

dzisiaj za oknem szaro i zimno ale jeszcze miesiąc temu byłam w miejscu gdzie słońce przyjemnie przypominało mi, że jest lato, że nareszcie jest lato
w środku nocy słuchałam, opowiadałam, jadłam wypieki własnej roboty pachnące dzieciństwem, wspominałam i cieszyłam się obecnością ludzi

miło jest wrócić do tych chwil gdy za oknem plucha









2009-09-06

urodzinowo i jeszcze imieninowo

zadziwiająco przyjemnie i lekko przekroczyłam próg dorosłości z dorosłością nie mający jednak nic wspólnego

lekko to najbardziej właściwe słowo, jakie przychodzi mi do głowy, jest mi tak cholernie lekko, że aż dziwię się sama sobie

jakby życie postanowiło na trzydzieste urodziny dać mi to w formie prezentu

zamiast wielkich imprez, szaleństw i rozrywek planowanych a nie podopinanych, pewnie z braku czasu, sił i jeszcze kilku innych przyczyn, czas ten spędziłam spokojnie

za to wczoraj dostałam w prezencie imieninowym, zaproszenie na koncert do bardzo specyficznego dla mnie miejsca w Posen, które zawsze będę kojarzyła z dobrymi czasami

Blue Note, bo o nim mowa ku mojemu zaskoczeniu jest takim samym klubem, jakim był te kilka lat temu, gdy bywałam tam zdecydowanie częściej niż obecnie

Brian Fentress zaczarował publiczność śpiewając utwory artystów takich jak Frank Sinatra, Louis Armstrong, Nat King Cole, Ray Charles, Dean Martin czy Stevie Wonder

specyficzna aura dobrej muzyki unosiła się w powietrzu, cudowny miękki, silny głos pozwolił mi cieszyć się chwilą, ułamkiem sekundy w całkowitym oddaniu dźwiękom

lampka wina, toast, radość, uśmiechy i obietnica, żeby częściej bywać tam gdzie czuję się tak przyjemnie:)


i słoneczniki były:)

2009-09-01

30 urodziny

rozkosznie mi i błogo w stanie trzydziestkowym:)

czuję się wyśmienicie, dotarło do mnie dopiero dzisiaj na czym tak naprawdę stoję, co mam a czego nie mam, nad czym trzeba popracować a co jest już wypracowane i spokojnie procentuje na przyszłość,


nie piszę bo piszę w innym miejscu, ale o tym blogu nie zapomniałam, jak tylko pojawi się chwila, będę...

i dziękuję za czytanie

i było mi bardzo miło poznać tylu ludzi, którzy bez czytania nie wyobrażają sobie życia...