2016-07-07

Biel. Notatki z Afryki, Marcin Kydryński

Moje z Bieli notatki, wyrwane książce fragmenty.

Książki są dla mnie najważniejsze. (...) Książki są jak ludzie, przecież. Wydestylowani do samej istoty rzeczy.

Pragnienie utrwalenia chwili jest kotwicą, która więzi szczęście.

Podoba mi się taki model, plan na życie. Samotny wędrowiec, stado wielbłądów, asceza pojedynczych przedmiotów: naczynie na wodę do modlitwy, kij pasterski, sandały, chusta na biodra. (...) Cisza przynosi ukojenie. Pustka wyostrza myśli. Szczęśliwa jest tylko samotność. I - jak okiem sięgnąć - żadnego zwierzchnika. Jest już tylko Bóg, który zdecyduje o tym, kiedy i gdzie spadnie deszcz.

W życiu, pomyślałem, z dwóch możliwych dróg warto wybrać tę trudniejszą. O tym, kim byliśmy, powiedzą w równym stopniu nasze czyny, jak zaniechania.

O Afryce nie wiedziałam wiele. Po lekturze Bieli, wiem już, że nie wiedziałam nic. Pozwoliłam sobie tę książkę dawkować, dać sobie na jej lekturę dużo czasu, ciągle mam jednak wrażenie, że tego czasu było za mało.


2016-06-05

Elena Ferrante



Zamykam „Historię zaginionej dziewczynki” Eleny Ferrante, i nie mogę znaleźć dla siebie miejsca. Idę na spacer. Wszystko jest Neapolem, wszystko pachnie tym miastem. Znowu stoję na via Tribunali, skręcam w lewo w coś bardzo wąskiego, odwracam głowę do światła, szukam go podnosząc wzrok.

Już dawno nie czytałam z takim zapałem, i tak szybko. Jeden miesiąc, 4 książki, poszarpane życie prywatne, i pretensje bliskich, że nie mam dla nich czasu. No nie miałam. Rozumieli tylko ci, którzy z mojego życia potrafią znikać na miesiące całe bo czytają, piszą, literaturę przeżywają. 

Jeśli nie chcecie spóźniać się do pracy, zapominać o ważnych projektach, albo przypominać sobie o ich istnieniu w ostatniej chwili, jeśli nie chcecie codzienności odstawiać na boczny tor, rezygnować z jazdy rowerem na korzyść/niekorzyść tramwaju, to nie sięgajcie po tetralogię Eleny Ferrante.


w Neapolu


Genialna przyjaciółka, Historia nowego nazwiska, Historia ucieczki, Historia zaginionej dziewczynki

2016-05-12

krótko




Już są u mnie, wystarczy otworzyć i czytać, ale jak to zrobić gdy dosłownie pochłaniam historię 
Lenú i Liny Eleny Ferrante. Między jednym wyjściem a drugim, między jedną pracą a drugą, wyrywam minuty, czasem kilkanaście tych minut wyrwać mi się uda i czytam. 
Przy okazji polecam - Elena Ferrante i jej 4 tomy o przyjaźni dwóch kobiet na tle niepokojącego, pieknego Neapolu.

2016-04-18

Jerzy Stuhr



Mogłabym o Jego twórczości rozprawiać godzinami. W dużym stopniu, a myślę, że mogę tak napisać, dzięki jego spojrzeniu na świat ukształtował się mój kręgosłup moralny, niekiedy napięty do granic możliwości, powyginany na wszystkie strony ale na szczęście nie złamany. Bardzo dziękuję za każdy film, książkę, spotkanie, a na to jedyne w cztery oczy jeszcze ciągle czekam:-)

Dzisiaj Jerzy Stuhr obchodzi 69 urodziny. Wszystkiego dobrego!!!

2016-04-17

...

Jest niedziela. Pada deszcz. Kawa smakuje lepiej niż kiedykolwiek. Goście wyjechali zostawiając niedosyt i osiem stron książek do pobrania na kindle.
Jest niedziela. Pada deszcz.

2016-03-28

święta, święta i po świętach


Bardzo trudno znaleźć równowagę po tych lekturach. Nawet spacer po okolicy nie uspokoił myśli, które szalały w głowie.

Blisko mi do tego specyficznego spojrzenia na świat, którym obie na ten otaczający je patrzyły. Być może stąd takie emocje.

Moja przyjaciółka powiedziałaby zapewne - dzisiaj takich kobiet już nie ma.
Jestem pewna, że są, nawet kilka znam:-)

2016-03-22

Wieloryby i ćmy. Dzienniki, Szczepan Twardoch



„(…) trzeba pozwolić się nieść życiu. Spojrzeć na wszystko przez odwrotną stronę lunety: na miłość patrzeć ze świadomością, że może zawieść i że kiedyś umrze, jeśli nie za naszego życia, to przecież umrze w końcu z nami, bo w eschatonie każdy z nas będzie już zupełnie sam, jakkolwiek by ten wyglądał  nie wyobrażam sobie innej konfrontacji z Absolutem niż przez absolutną samotność (…) I tak samo chcę patrzeć na przyjaźń: trzeba sycić się nią i radować, wiedząc, że przyjaźń, która się nie kończy, często trwa jedynie dlatego, że zawsze była tylko mdłym koleżeństwem.”


„Warto spierać się, czy lepszy krawat, czy skórzana kurtka, a nie warto o to, czy podatki lepsze niższe czy wyższe  jeśli do obowiązków należy, to ewentualnie spierać się o to można, byle bez zaangażowania. Warto pieczołowicie gromadzić sprawdzone recepty na kaca, a nie warto oddawać swojego wnętrza w pacht receptom na wzmocnienie klasy średniej czy walkę z wykluczeniem. Warto przekonywać przyjaciół, by ciepłymi wieczorami siadywali z nami przy stolikach pod gołym niebem, warto palić papierosy, śmiejąc się śmierci i chorób jakby zamierzali żyć wiecznie), warto czytać wielkie powieści, warto pisać, warto zarabiać pieniądze i je wydawać, warto kochać to, co obejmuje się wzrokiem, wyszedłszy na wzgórze, a reszta to niepotrzebne hipostazy, symulakry i zupełnie zwykłe kłamstwa.”



2016-03-20

Jerzy Stuhr, „Ja kontra bas”






Jest we mnie jakaś ciągła chęć podglądactwa, podpatrywania, słuchania wynurzeń innych ludzi. Szczególnie tych, do których twórczości mi blisko, w której odnajduję podobieństwo, z którymi jest mi po drodze. Od lat śledzę wszystko, co pojawia się na temat Jerzego Stuhra. Każdy film, który reżyseruje, oglądam w pierwszej kolejności, książki jego autorstwa i te traktujące o jego twórczości, zamawiam natychmiast.

Tym razem Wydawnictwo Literackie wydało książkę pod tytułem „Ja kontra bas”, w której aktor przez pryzmat granego przez siebie od ponad trzydziestu lat monodramu Patrika Suskinda pod tytułem „Kontrabasista”, który gra od ponad trzydziestu lat, analizuje czy raczej przygląda się kondycji aktorstwa w ogóle.

1 lutego 1985 roku pierwszy raz stanął z kontrabasem przed publicznością. W 2008 roku miałam przyjemność zobaczyć monogram w Krakowie, o czym pisałam już tutaj. Uniwersalność tego tekstu jest zadziwiająca, i choć zmienia się publiczność i w pewnym sensie także odbiór spektaklu, aktualność tekstu do współczesnych wydarzeń kulturalnych jest ciągle taka sama.



Lektura tej książki to jak rozmowa z artystą. Czuję, że prowadzę tę rozmowę z Jerzym Stuhrem już od dobrych kilku lat. Choć marzę o spotkaniu z nim oko w oko, gdzieś przy małym stoliku, w maleńkiej włoskiej kafejce, to póki co muszą i wystarczają mi lekturowe rozmowy wieczorową porą przy lampce wina w domowym zaciszu.