przestrzeń kultury
"Wszystko jest tematem, dlatego wszystko jest tekstem" Ryszard Kapuściński
2012-03-18
"Copie conforme" Abbas Kiarostami (Zapiski z Toskanii)
Miałam ochotę spędzić przyjemny, lekki wieczór, wybrałam się na film „Wierna kopia. Zapiski z Toskanii” w reżyserii Abbasa Kiarostamiego.
Hmm…to nie jest film na lekki wieczór. Trochę dałam się zwieść Toskanii w tytule no i uwielbianej przeze mnie Juliette Binoche. Miast przyjemnych chwil dostarczyłam sobie kłębiących się w głowie myśli, niezbędnych po seansie analiz, i uwaga, przyjemnego poczucia, że czy tego chcę czy nie chcę, ciągnie mnie do filmu dobrego!
Uniknę typowej recenzji z zarysowaniem fabuły, wyciąganiem wniosków i podsumowań. Nie będę wracać do poprzednich filmów Kiarostamiego, choć to temat rzeka. Chcę tylko napisać, że to bardzo dobrze skrojony, elegancki film. Dwoje dojrzałych ludzi, jedna historia, pewna gra, iluzja, na którą oboje się godzą. Zwrot akcji w połowie filmu, rekompensuje mi nieco pretensjonalny ton na początku historii. Nie wspomnę już o tle - włoskiej scenerii.
Doskonała gra Juliette Binoche. Jest jak tykająca bomba zegarowa, tylko czekać, kiedy wybuchnie. Sentymentalna aż do bólu, wrażliwa i piękna. Z całym swoim kobiecym wdziękiem, pełna erotyzmu, nie ukrywająca rozedrgania, nerwowości i żalu do swojego towarzysza. William Shimel wciela się w postać Jamesa Millera – pisarza, który nieżyciową w jej przekonaniu filozofią próbuje wyjaśnić jej swój punkt widzenia. Choć ten film to przede wszystkim dialog między bohaterami, to aż kipi od erotyzmu. Jest wszędzie, w jej ubiorze, zachowaniu, jego stonowaniu i powściągliwości, ich spojrzeniach i kłótniach.
Bolesny to dialog przyzwyczajeń, życiowych pragnień, wzajemnych oskarżeń. Film prostych gestów, na które nie starcza czasu albo odwagi.
2012-03-16
"Tempo di Roma" Alexis Curvers
„Nie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale prowadzą prawie wszystkich” /str. 108
„Krótkie wycieczki z turystami pozwoliły mi stwierdzić, że Florencja jest dziewicą gotycką, która stoi kołysząc biodrami w fałdzistym płaszczu haftowanym zmysłowymi miniaturami. Wenecja jest nieustraszoną nimfą, uratowana z topieli w kryształowej łodzi. Bolonia jest jeżem, a Perugia orłem. Roma natomiast jest boginią, która nie potrzebuje symboli” /str 114
![]() |
Jeśli macie ochotę na lekturę, w której aż kipi od sentymentalnych westchnień, nagłych zakochań, gdzieś w Toskanii, Rzymie czy Neapolu, to nie sięgajcie po „Tempo di Roma” Alexisa Curversa.
Jeśli byliście kiedyś w Rzymie i nadal chcielibyście wierzyć w to, że zwiedziliście miasto, to też po tę książkę nie sięgajcie. Żyjcie w przeświadczeniu, że faktycznie miasto poznaliście, przynajmniej spokojnie będziecie mogli oglądać zdjęcia Koloseum, Fontanny di Trevi czy Forum Romanum i cieszyć się, że oto przybyłem, zobaczyłem i sfotografowałem zanim wyjechałem.
Jeśli jednak chcecie się przekonać, że prawdziwy Rzym nie pozwoli się odkryć za pierwszym, trzecim, a nawet piątym razem, to sięgnijcie po „Tempo di Roma”. Jestem przekonana, że pojawi się niespokojny sen i życie z dnia na dzień rzymskim widokiem będzie zabarwiane.
Dawno temu sądziłam, że wystarczy do jednego miasta przybyć tylko raz, a czas - cenny zresztą – poświęcać na inne metropolie, wioski i miasteczka. Cieszę się, że moja perspektywa zmienia się wraz z metryką. Dzisiaj, mogę do tego samego miasta wracać wiele razy, o każdej porze roku. Oglądać je w innych szatach. Zachwycać się jego murami, które od moich spojrzeń stają się obdarte i spłowiałe, bo znane.
Gdy już zapadnie decyzja, kolejnego powrotu do Rzymu, polecam za przewodnik stworzyć sobie fotografie Wojciecha Plewińskiego, których w książce mnóstwo. Są owocem podróży fotografa do Włoch w 1957 roku. W moim odczuciu są idealnym oddaniem fabuły, a dodatkowo działają na wyobraźnię i pozwalają złagodzić bolesny niekiedy czas oczekiwania na podróż. Są piękne i magiczne!
Te 344 strony należy czytać z zachwytem, i smakować je, jak smakuje się dobre czerwone wino.
![]() |
o "Tempo di Roma" na oliwazoliwek
2012-03-14
La voce del ghiaccio. Gli ottomila in inverno: il mio sogno quasi impossibile Simone Moro
Lubię Simone Moro, tym bardziej cieszy mnie wiadomość, że pojawiła się już we włoskich księgarniach jego książka "La voce del ghiaccio. Gli ottomila in inverno: il mio sogno quasi impossibile". Tym razem zmierzę się z oryginałem. Zobaczymy.
2012-03-06
oczy tej...
15 lat temu zmarła Agnieszka Osiecka. Rok później zdawałam maturę. W "dojrzałe" życie wchodziłam kompletnie nieprzygotowana, z jej piosenkami na ustach. Dziwnie bolesny to był czas, wszystkiego co pierwsze, nie zawsze piękne, choć niekiedy dzikie. Bywało się na zakręcie i kochało się życie. Żałowało się i dziękowało Panu. Szukało wiatru w polu i w niebie dna. Gdzieś w hotelowym korytarzu się było i nie jeden raz uciekało skoro świt.
Szybko zorientowałam się, że to najbardziej życiowe teksty jakie kiedykolwiek słyszałam.
Jej "Sentymenty" i "Zabawy poufne" zabrałam ze sobą do Włoch. Dość długo ze mną jeździły.
Dzisiaj zamierzam wrócić do kilku felietonów Agnieszki ze zbioru "Zabawy poufne" i tylko im poświęcić czas.
2012-03-04
przyTARGaj książki
Po raz czwarty cykliczna akcja wymiany książek - przyTARGaj książki w ramach Czytelniska odbędzie się dzisiaj w Zamku o godzinie 16.
Szczegóły na stronie CZYTELNISKO
Zapraszam. Ja tym razem występuję jako organizatorka, a nie osoba, której dane będzie wymienić książki, ale nigdy nic nie wiadomo.
Szczegóły na stronie CZYTELNISKO
Zapraszam. Ja tym razem występuję jako organizatorka, a nie osoba, której dane będzie wymienić książki, ale nigdy nic nie wiadomo.
2012-03-03
Litota
wspomniana figura retoryczna przypadkiem pojawiła się w moim tekście. O jej istnieniu poinformowała mnie osoba, której bezgranicznie ufam podczas korekty moich wynurzeń. Przyznaję, że o litocie nie wiedziałam. Dzisiaj już wiem. Co ciekawe, owa litota stała się częścią przyjemnej grudniowej konwersacji z Joanną - autorką blogu poczytalnia.
Dodam, że Joanna trafiła na litotę również w innych okolicznościach, tak jakbym swoim odkryciem rozpoczęła serię ciekawych przypadków z tajemniczą litotą w tle, bo żeby w całe wydarzenie zamieszany był Nicolas Bouvier?
Zainteresowanych odsyłam do poczytalni
Dodam, że Joanna trafiła na litotę również w innych okolicznościach, tak jakbym swoim odkryciem rozpoczęła serię ciekawych przypadków z tajemniczą litotą w tle, bo żeby w całe wydarzenie zamieszany był Nicolas Bouvier?
Zainteresowanych odsyłam do poczytalni
2012-02-24
niespiesznie i książkowo
Jaką lekturę zabieram na urlop i gdzie spędzam zimowy urlop?
Słowo urlop przy kilku dniach wolnego, to lekka przesada, jednak jakby nie spojrzeć był to odpoczynek długo wyczekiwany.
W jakim miejscu?
Zimą potrafię odpoczywać patrząc na góry i cieszę się z możliwości szusowania po stokach z dowolną prędkością. Tak już jest od kilku lat. Tym razem w Tatrach. Ukochanych Tatrach. Wyciszam się tam i relaksuję, pozwalam sobie na luz i na wewnętrzny spokój. Staram się, przynajmniej na chwilę, oderwać, nie od Poznania i życia codziennego, bo te wyjątkowo lubię i cenię, ale chyba odrywam się od tego, co za mną i przede mną. Jestem sobie tak po prostu.
Jestem z przyjaciółmi, ludźmi, których kocham i znam, którzy znają mnie. Bezcenne!
Jestem też z lekturą, bez niej nie funkcjonuję. Tym razem zabrałam ze sobą „Ucieczkę na szczyt” Bernadette McDonald i „Animulę Blandulę” Agnieszki Kuciak. Z książką Pani Agnieszki mam nie lada kłopot, bo to czysta fantazja, która zmusiła moją wyobraźnię do pracy na bardzo wysokich obrotach. Każde zdanie to dowód, że iloraz inteligencji autorki jest bardzo wysoki. Trudno się dziwić, ktoś, kto tłumaczy „Boską komedię” Dantego czy „Historię piękna” Umberto Eco nie jest dla mnie zwykłym śmiertelnikiem, który tylko stawia obok siebie słowa. Tu jest zamysł, czar, boską myślą natchniona Autorka.
Książka, którą pisze Pani Agnieszka Kuciak jest w rezultacie książką erudytki, kobiety o fenomenalnej, doskonałej wręcz wiedzy, jest to książka pełna centaurów, smoków, czarów, gdzieś w Poznaniu i okolicach. Dobrze skomponowany odległy świat pełen niewiarygodnych stworów, dziwnych wydarzeń, tajemniczych postaci i.. no właśnie i czego jeszcze, tu każdy może dodać coś od siebie.
Bravo, Pani Agnieszko, Bravo!
„Ucieczkę na szczyt” natomiast czytam niespiesznie, tak jak zaczęłam, tak trwam i nie chcę kończyć lektury. Dobrze mi z nią. Nazwałabym ją podsumowaniem wielu książek już przeczytanych, zebraniem w jednym miejscu kilku ważnych dla polskiego wspinaczkowego świata Istnień. Jedna myśl, którą autorka cytuje, szczególnie zapadła mi w pamięć i od kilku dni nie daje mi spokoju. Cytuje H.D. Thoreau:
„Nigdy nie poznałem towarzysza, który byłby tak towarzyski jak samotność”.
Potrzebny komentarz? Nie sądzę…
2012-02-08
Baita - Italiano in Zakopane
Zapytacie mnie, z czym kojarzy mi się dobra kuchnia włoska, a gwarantuje, że zaskoczy Was moja odpowiedź.
Dobra kuchnia włoska, podkreślam dobra kuchnia włoska, kojarzy mi się od dawna z dużym stołem, na którym królują kolorowe potrawy przyrządzone w taki sposób, że sam zapach, a nie nawoływania przyciągają mieszkańców. Kojarzy mi się z ciepłem, radością, głośną rozmową i celebracją chwili, tej chwili, której dzisiaj brakuje, która stopniowo zanika i zostaje zastąpiona fast-foodami, byle jakim jedzeniem gdzieś na stojąco i w pośpiechu.
Dobra kuchnia włoska kojarzy mi się z pewnym miejscem u podnóża Tatr. Miejscem, do którego będę wracać i o którym myślę bardzo ciepło. Do Baity - nietypowej włoskiej restauracji - będę wracać zawsze. Jest tam wszystko to, czego szukam – ciepło, radość, dialog, dobre jedzenie i język włoski.
O mojej fascynacji tym miejscem możecie przeczytać na portalu oliwazoliwek
A oto słowa samego gospodarza Salvatore, który po przeczytaniu artykułu napisał tak:
Complimenti!!E’ sempre difficile capire il significato delle parole in un’altra lingua, in ogni modo l’articolo pubblicato sul Vostro sito si avvicina molto ai nostri sentimenti. Si vede che e un’articolo con il cuore ed il cuore, e proprio quello che noi mettiamo per fare conoscere a tutti la nostra appartenenza all’Italia e la passione per la cucina“La cucina di un popolo e la sola, esatta testimonianza della sua civilta”.
Gratulacje. Zawsze jest trudno zrozumieć znaczenie słów w innym języku. Tak czy inaczej artykuł opublikowany na Waszej stronie jest bardzo bliski naszym uczuciom. Widać, że to artykuł napisany z sercem, a my właśnie wkładamy serce by pokazać wszystkim nasze związki z Włochami i naszą pasje gotowania.„Kuchnia danego narodu jest jedynym i dokładnym świadectwem jego cywilizacji”. (tłumaczenie moje)
2012-02-05
„moja samotność jest moim więzieniem”
„Przygoda z owcą” Harukiego Murakamiego jest jedyną książką tego autora, którą przeczytałam. Czytałam ją jeszcze zanim nastała moda na tego pisarza. Pamiętam, że zrobiła na mnie wrażenie, ale widocznie nie na tyle duże bym sięgnęła po kolejne tytuły. Nie znałam jego opowiadania „Tony Takitani”, ale w ubiegłym tygodniu obejrzałam film w reżyserii Juna Ichikawy będący adaptacją prozy Murakamiego i straciłam głowę.
Śmiem sądzić, że to jeden z piękniejszych filmów, jakie widziałam.
Spokojny, nostalgiczny i melancholijny – to słowa, które w pełni oddają nastrój filmu.
Pokrótce: Tony Takitani (Issei Ogata) to uzdolniony rysownik, wręcz obsesyjnie oddany swojej pracy. Widzimy go pochylonego nad biurkiem, pochłoniętego aktualnym zajęciem. Tony żyje sam. Jego ojciec jest muzykiem jazzowym, widują się raz na dwa lata. Matka zmarła po jego urodzeniu. Wychowywany przez gosposie szybko nauczył się żyć sam. Pewnego dnia poznaje swoją żonę, zakochuje się i na moment jego życie przybiera inny wymiar, lęk przed utratą żony pokonuje na długo po ślubie. Eiko (Rie Miyazawa) ma tylko jeden problem – namiętnie kupuje ubrania w nieograniczonych ilościach. Jej garderoba z czasem wymaga osobnego pomieszczenia. Ta permanentna chęć posiadania nowych ubrań jest jedynie próbą wypełniania pustki. Tych dwoje ludzi żyje samotnością. Ich samotność jest wyczuwalna przez widza w niemal każdej scenie.
Garderoba Eiko jest pomieszczeniem, w którym uczucie osamotnienia przybiera na sile. Tu zostają ubrania żony Toniego, gdy jej już nie ma, to tutaj przechowywał rzeczy po swoim zmarłym ojcu. Jedno pomieszczenie, jedna tragedia – samotność!
W tle słyszymy narratora (Hidetoshi Nishijima), który komentuje wydarzenia, dopowiada to, co niedopowiedziane, ułatwia odbiór. Wyraźnie pomaga bohaterom wydostać się z ram, które narzuciła im samotność. Wspaniałe zdjęcia (Taishi Hirokawa), które dosłownie przesuwają się przed nami, wyglądają jakby były za mgłą, jakbyśmy oglądali stare fotografie. Do tego wszystkiego muzyka (Ryuichi Sakamoto), którą słyszymy w tle tylko potęguje to ogarniające uczucie melancholii, spokoju i bolesnej samotności. Pozostaję pod dużym wrażeniem gry Issei Ogato. Oczarował mnie. Przez 76 minut czułam jego samotność, ból, jaki się z tym wiązał. Współczułam mu i go rozumiałam.
Szukam takiego kina. Oglądam dużo, ale nie wszystkie obrazy wywołują u mnie chęć o nich pisania. „Tony Takitani” to film, który obejrzę jeszcze wiele razy. Polecam!
2012-02-04
wyczekiwany
Długo kazał na siebie czekać, ale w końcu jest - najnowszy numer Archipelagu.
Tematem przewodnim tego numeru jest CIAŁO.
Polecam i życzę miłej lektury.
Tematem przewodnim tego numeru jest CIAŁO.
Polecam i życzę miłej lektury.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












