2020-10-18

Bezmatek, Mira Marcinów

Bo nie ma nic ohydniejszego na świecie niż to, gdy człowiek umiera drugiemu człowiekowi. Gdy zwierzę umiera drugiemu zwierzęciu

Późno zrozumiałam, że nie da się każdego momentu życia naładować maksymalnym napięciem. A nawet nie warto tego robić

2020-07-31

Pod słońcem, Julia Fiedorczuk


"Bywają dni od samego świtu skazane na porażkę, pokraczne, zamazane, zmęczone, nigdy nieosiągające kompletnej, dojrzałej formy, jak uszkodzone płody żyjące tylko po to, żeby sczeznąć, zanim się urodzą. To kwestia pogody, jednak nie tej powierzchownej, objawiającej się za pośrednictwem słońca, deszczu i wiatru, tylko głębszej, można powiedzieć: kosmicznej".

2020-07-29

z ostatnich dni



Tak z ostatnich dni migawki. O Hannah czyta P., wyszukałam ja, z czego się cieszę. Wojtka Szota Pannę doktór Sadowską odebrałam dwa dni temu i choć nie chcę jeszcze kończyć Pod słońcem Julii Fiedorczuk to jednak trochę już chcę.


2020-07-26

Argonauci, Maggie Nelson





Wyrwij się z każdej klatki, w której wylądujesz, John Cash, nie bez powodu na początek.

Jak mówią moi znajomi, że po czymś trzeba odparować, to sobie myślę, że po lekturze tej książki na pewno. Moje po niej odparowanie trwa już kilka dni i nie zanosi się na całkowite. No zostaje to w człowieku na dłużej, już pomijam fakt, że się na coś takiego czekało długo. W moim przekonaniu, to taka literatura, której czytanie nigdy nie ma końca. Zmusza do pytań trudnych, których odpowiedzi stają się przyczyną do zadawania jeszcze trudniejszych.

Jednym zdaniem jest o miłości, której nie da się zamknąć w żadne ramy. Miłość nie ma ram, granic, nie da się jej określić, opisać, zaklasyfikować, zdefiniować i choć prób było wiele to i tak wymyka się, wyślizguje, by wreszcie zakpić z tych prób. Myśląc o „Argonautach”, mam wrażenie, nieodparte, że coś się tu wymyka normie, że nie wiadomo czym jest ta norma, czy w ogóle norma istnieje? 

Maggie Nelson to amerykańska pisarka, poetka i intelektualistka, tworząca relacje z Harrym Dodgem, wszechstronnym artystą, którego poznajemy w licznych, zmyślnie przeplecionych z filozoficznymi, psychologicznymi i artystycznymi rozważaniami autorki, relacjach z prywatnego życia ich obojga. Z macierzyństwem, rodzicielstwem, małżeństwem, relacyjnością ze swoją Osobą, która/y ma prawo powiedzieć: „Nie chcę płci żeńskiej, która została mi przypisana przy urodzeniu. Nie chcę też płci męskiej, którą medycyna transpłciowa może mi zapewnić, a państwo przyznać, jeśli zrobię, co trzeba. Nic z tego nie chcę”.

Porusza tematy dotyczące tożsamości, seksualności, transpłciowości, niekiedy dosadnie, mocno, aż by się chciało jednak temat zamknąć i do niego nie wracać, ale wrócić wrócisz, bo nie da się inaczej.

I tak sobie myślę, zostawiając siebie i Was z tym tematem, któremu Maggie Nelson dała początek, a który tak boleśnie w naszym grajdołku wybrzmiewa, że szacunek, zrozumienie i otwartość wyraża się w tym zdaniu:

„Jak wyjaśnić, że najlepszy sposób na to, by dowiedzieć się, co ludzie sądzą o swojej płci lub seksualności – albo czymkolwiek innym – to wysłuchać, co mają do powiedzenia, i spróbować odpowiednio się do nich odnosić, i nie lakierować ich wersji rzeczywistości własną?”.

Zostawiam, na refleksję licząc.