2012-05-30

trochę o literaturze

stoiska z książkami przy Piazza della Repubblica w Rzymie



Napisałam w krótkiej notce na swój temat, że literatura jest potężną siłą, która wiele razy udowodniła, co potrafi zdziałać. W istocie tak jest. Zastanawiałam się ostatnio nad tym - nie boję się użyć tego słowa - fenomenem w moim życiu. Bo niewątpliwie fenomen jest by dla literatury, paru książek, papieru, na którym pozapisywane słowa układają się w jakąś logiczną całość, zatracać się do tego stopnia, by zapominać o świecie.
To jest uzależnienie, narkotyk, choroba, tyle, że zapadam na nią bardzo świadomie i zgadzam się na jej bolesne objawy. Niedospane noce, pozrywane poranki, hektolitry wypitej kawy by utrzymać pion w pracy, w której pion i „podpinana kamizelka” być muszą.
Ja się nie żalę, ja to przyjmuję z radością, bo ona - literatura daje mi w zamian coś, co trudno wyjaśnić, a o czym wiedzą ci, którzy podobnie jak ja z podkrążonymi oczami zapełniają poranną porą wagony tramwajowe i poszukują miejsca by jeszcze doczytać, choć jedną stronę, by trasa do pracy była trasą, podczas której dajemy się ponieść innemu światu.

Cieszy mnie widok zaczytanych ludzi w środkach komunikacji miejskiej. Ich powypychane torby z książkami. Do dzisiaj mam przed oczami torebkę Pani Profesor z Rzymu, która miała w swojej podręcznej torebce dosłownie cegły! Uroczy to widok.

Ponieważ należę do osób, które ostatnio mają bzika na punkcie literatury górskiej oraz literatury włoskiej, i to nie mija, trwa i ma się całkiem dobrze, postanowiłam trochę rzymskiego czasu poświęcić na poszukiwania najnowszej książki Simone Moro „La voce del ghiaccio”. Znalazłam, kupiłam i teraz zmagam się z włoskim językiem dosłownie jak On podczas zdobywania ośmiotysięczników. Przy okazji udało mi się znaleźć kilka ciekawych tytułów, które zakupię następnym razem.
Dodam jeszcze, że książki są pięknie wydane. Już nie mogę się doczekać, kiedy ja będę wydawać takie cuda:)








 
Znowu nie dosypiam, nerwowo spoglądam na zegarek jak niewolnik niewielkiej tarczy na moim nadgarstku. Jestem chora. O tak, jestem chora.
Jak ja lubię swoje uzależnienie!

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Jak w raju !!!!!!!!!!!
tereska

direlasua pisze...

Ile w Tobie pasji i energii.
Zazdroszczę.

Mój czytelniczy apetyt ostatnio się zmniejszył. Nie czytam. Ledwo podczytuję i to bez specjalnej przyjemności. Niedługo jedziemy na wakacje i postanowiłam, że pierwszy raz w życiu nie zabiorę żadnej książki. Taki eksperyment na sobie. Może zatęsknię. Chcę (muszę?) odpocząć od słowa czytanego. Wyzbyć się tego przymusu czytania nie tego, co chcę; w ogóle skąd ten przymus.

Ale nie powstrzymuje mnie to od entuzjastycznego wyczekiwania na książki wydane przez Ciebie. Żeby była jasność. ;)

Libreria pisze...

tak, dla mnie to jest raj:)

Chihiro pisze...

Piękne to widoki :) Nie pamiętam żadnych księgarni z Włoch, gdy byłam tam ostatnim razem (w Wenecji, ale dobre 5-6 lat temu) sporo czytałam, jak zawsze, ale nie fascynowały mnie jeszcze przybytki książki. Teraz to co innego...
Dobre takie pogrupowanie książek dotyczących wspinaczki. Dużo ich nie czytałaś jeszcze?

Libreria pisze...

myślałam, że przeczytałam ich już sporo, ale gdy zobaczyłam jedną półkę w Rzymie, zdałam sobie sprawę, że to, co ja przeczytałam, to tylko garstka, choć ja sporo czytam literatury o naszych Tatrach, a tej w Rzymie nie ma.
Ciekawe, że oprócz literatury spotkałam zupełnie przypadkiem jedną osobę, u której jadłam kolację a która nagle zaczęła opowiadać o Dolomitach i wspinaczce i całym tym pięknym świecie. To było wspaniałe doświadczenie, przypadkiem spotkać osobę, która podobnie jak ja ten świat odbiera.

Lilithin pisze...

Czytanie kosztem snu? Podziwiam, bo we mnie nie ma tyle siły ;)

Lilithin pisze...

Czytanie zamiast snu? Podziwiam, ja nie mam tyle siły.

Libreria pisze...

moje siły już się kończą, ale za chwilę w górach zresetuje umysł i można od nowa:)

Libreria pisze...

Direlasuo:) nie wiem dlaczego dopiero teraz zobaczyłam Twój komentarz, blogspot mnie czasem zadziwia.
wiem, co to znaczy nie mieć ochoty na czytanie, też mnie czasem dopada i wtedy oglądam, ile tylko się da. Mam nadzieję, ze wakacje będą udane a książkę zastąpią widoki i dobre rozmowy:)
Pasja? hmm, we Włoszech zawsze jest:)