2008-08-16

Podróże z Ryszardem Kapuścińskim. Opowieści trzynastu tłumaczy


Niewidzialni samotnicy tak o tłumaczach mówił Anders Bodegard szwedzki tłumacz prozy Ryszarda Kapuścińskiego. Czasami niedoceniani, niezauważani a przecież tylu książek nie przeczytalibyśmy gdyby nie oni i ich ciężka, mozolna praca.

O mojej fascynacji Ryszarem Kapuścińskim, jego niezwykłym życiu, podróżach, doskonałych reportażach nie muszę już nikogo zapewniać. Książkę „Podróże z Ryszardem Kapuściskim. Opowieści trzynastu tłumaczy”, bo o niej mowa miała być prezentem – niespodzianką na 75 urodziny pisarza. To swoisty hołd złożony temu wielkiemu podróżnikowi przez trzynastu jego tłumaczy: Astrita Beqiraja z Tirany, Andersa Bodegarda ze Sztokholmu, Amerykanina Williama Branda, Klary Główczewskiej z Nowego Jorku, Tapaniego Karkkainena z Helsinek, Błagowesty Lingorskiej z Sofii, Mihai Mitu z Bukaresztu, Katarzyny Mroczkowskiej-Brand z Krakowa, Agaty Orzeszek z Barcelony, Veronique Patte z Paryża, Martina Pollacka z Wiednia, Duszana Provaznika z Pragi i Very Verdiani z Florencji.

Książka dodatkowo opatrzona jest wstępem, który napisał sam Ryszard Kapuściński „Tłumacz – postać XXI wieku”.

Każdy dokładny i wierny czytelnik jego książek, wie jak ważnym narzędziem był dla niego język ojczysty i jak trudnym język obcy. W swojej książce „Podróże z Herodotem” pisał „W miarę jak próbowałem zrozumieć coś z tego tekstu, rosły we mnie zniechęcenie i rozpacz. Poczułem się nagle schwytany w pułapkę, osaczony. Osaczony przez język. Język zdał mi się w tym momencie murem, który wyrasta na drodze i nie pozwala iść dalej, zamyka przed nami świat. Rzucony na głęboką wodę, nie chciałem jednak utonąć. Uznałem, że może mnie uratować tylko język”.

Ryszard Kapuściński o swoich tłumaczach wypowiada się bardzo ciepło, jak nikt inny docenia ich wyjątkową pracę i podkreśla ważną rolę tłumacza we współczesnym życiu. Dostrzega, że jesteśmy świadkami narodzin nowej roli i nowego miejsca tłumaczki i tłumacza w świecie, w kulturze i literaturze współczesnej.

Sięgając po tę książkę spodziewałam się opowieści o pracy nad tłumaczeniem książek skądinąd ciężkich do przełożenia, wymagających ogromnej wiedzy i wyczucia tematu. Szybko jednak przekonałam się, że książka nie jest spowiedzią tłumaczy ze swej mozolnej pracy, wręcz przeciwnie, to opowieści trzynastu osób, które poznały Ryszarda Kapuścińskiego osobiście i miały okazje na własnej skórze przekonać się, jakim ciepłym i oddanym innym i swojej pracy był człowiekiem. Ich opowieści przesycone są sympatią, szczególnym oddaniem swojemu Autorowi, niekiedy nawet walką by kolejną książkę też tłumaczyć jak to miało miejsce w przypadku Mihai Mitu rumuńskiego tłumacza.

Osobiście z niecierpliwością czekałam na ostatnią opowieść Very Verdiani włoskiej tłumaczki, dlatego, że ten język ukochałam sobie szczególnie. I nie zawiodłam się.

Dzięki tej książce dowiedziałam się o tym jak wyglądała wycieczka mistrza ze swoim szwedzkim tłumaczem do rodzinnego Pińska w 1997 roku, dowiedziałam się, że był pasjonatem zbierania długopisów i jak prosił Verę Verdiani by poszła z Nim na via del Corso w Rzymie kupić koszulę, która go zachwyciła bo on nie zna włoskiego.

Ta książka to trzynaście różnych opowieści, bardzo odrębnych, przez ich pryzmat poznajemy jeszcze raz Ryszarda Kapuścińskiego i jednocześnie dzięki Mistrzowi mamy okazję poznać trzynastu wyjątkowych „niewidzialnych samotników”.




3 komentarze:

Bessie pisze...

Interesting to know.

Anonimowy pisze...

Dzieki za ciekawy blog

Libreria pisze...

dziękuje za miłe słowa