Po "Wierzyliśmy jak nikt" Rebecci Makkai, myślałam, że nic mnie już nie poruszy, nie wywoła takiej literackiej drgawki, a jednak. "Shuggie Bain" Douglasa Stuarta, nawet nie jego "Młody Mungo", tylko właśnie ta pierwsza książka, zostaje na długo, na zawsze.
2023-09-23
2023-07-31
Ennio, Giuseppe Tornatore
Po wielkim rozczarowaniu filmem "Il primo giorno della mia vita" Paolo Genovese, "Ennio" Giuseppe Tornatore rekompensuje absolutnie z nawiązką wszystkie inne rozczarowania.
O filmach mogę jedynie napisać, że mi
się podobają bądź nie, że mnie poruszyły, z czymś zostawiły, zachęciły do
dalszych poszukiwań. To wszystko, a nawet więcej, mogę napisać o
"Ennio".
Piękny, włoski dokument o wielkim
człowieku, wizjonerze z pasją i talentem.
https://www.youtube.com/watch?v=R4xWbRBLj2I
muzyka z filmu Sacco e Vanzetti,
Giuliano Montaldo
2023-05-26
Katmandu i Bhaktapur
Kurz wszechogarniający.
Osiadający dosłownie wszędzie. Jak narzuta opadająca na łóżko, kurz pokrywa całe
miasto. Kurz z wczoraj, przed wczoraj, sprzed tygodnia i miesiąca. Spora
warstwa kurzu. Kurz zalepia nos i utrudnia oddychanie. W pewnym momencie zaczynasz
się jednak do niego przyzwyczajać.Przestaje przeszkadzać.
Katmandu. Stolica Nepalu. Miasto, w którym można się zatracić i to, co widzisz przyswajać, lubić, a nawet się tym zachwycać. W kurzu, brudzie, lepkim od gorąca i dusznym powietrzu, zaczynasz funkcjonować całkiem sprawnie.
Dla mnie miasto, w którym byłam zdecydowanie za krótko, ale wystarczająco długo by się zakochać nawet i chcieć wrócić.
Na zdjęciach Katmandu i Bhaktapur
2023-05-19
Nie zdobywając szczytów. Wyprawa w Himalaje
Książkę Paolo Cognettiego zaczęłam czytać przed wylotem w Himalaje. Po „Ośmiu górach” czekałam na kolejną, trochę licząc na błysk, którego mi w pierwszej zabrakło. Nie zdążyłam „Nie zdobywając szczytów” dokończyć.
Po wyczerpującej podróży powrotnej, leżąc w łóżku,
zorientowałam się, że jest obok. Wzięłam ją do ręki i pierwszy fragment, był
dokładnie o tym, czego przed chwilą doświadczyłam w Himalajach. Dokładnie o tym,
co razem przeżyliśmy. Zostawię to tutaj.
A jednak jakie to było piękne, móc znów ruszyć w drogę, jak instynktowne i konieczne się to stało. Zostawić znany świat za plecami i odkrywać za każdym razem kawałek nowego świata. Marsz był naszą codzienną misją, naszą miarą czasu i przestrzeni. Był naszym sposobem myślenia, bycia razem, przeżywania dnia, był pracą, jaką nasze ciała wykonywały samodzielnie. Choć wychudzone, wymizernowane i gorączkujące, codziennie rano stawały na nogach i ruszały w drogę, łagodne niczym muły. Marsz sprowadzał życie do tego, co najkonieczniejsze: do jedzenia, snu, spotkania, myśli.
Żaden wynalazek naszych czasów nie był nam do niczego potrzebny, gdy szliśmy, z wyjątkiem pary butów i w moim przypadku książki w plecaku. Od tygodni żyłem ryżem, soczewicą warzywami, czasem jajkami i serem, moją Śnieżną panterą, notatnikiem i przyjaciółmi. Jeszcze bardziej od świadomości, że wystarczy mi tak niewiele, zaskakiwało mnie to, że nie pragnąłem więcej. Dopiero kiedy się zatrzymywaliśmy, powracała potrzeba, nostalgia, aspiracje, wszystkie puste miejsca do wypełnienia.
Dziękuję mojej Karolinie, za prezent, który mi przywiozła z Włoch, nie wiedząc, że mam przetłumaczoną na polski. Zmierzę się z oryginałem.
2023-05-17
Spod Himalajów 2
Już jakiś czas temu zwolniłam się z biegania po górach, zdobywania szczytow za wszelką cenę. Może gdybym miała jakieś 10 lat mniej, to kto wie. Teraz ważniejsze dla mnie jest to, że mogę w ich pięknie i potędze przebywać. Potrafię odpuścić, gdy czegoś nie czuję, z czymś mi nie po drodze, choć determinacji i samozaparcia mi nie brakuje. Góry to dla mnie kontemplacja, bardziej możliwość bycia niż zdobywania. I to właśnie się teraz dzieje w Himalajach.
Doświadczam tego dokładnie tak, jak chciałam.
Everest Based Camp 2023





.jpg)









