2012-05-09

Wanda Rutkiewicz




Cenię ją za upór, niezależność i odwagę oraz za to, że parła do przodu, tak jak do przodu brnie kobieta, która wie, czego chce. Jej życie, skomplikowane i tajemnicze, pozostaje dla mnie zagadką, której nie chcę rozwiązywać. Czytam o niej książki, rozmawiam na jej temat z przyjaciółmi i jedyne, co przychodzi mi do głowy to - zrozumienie. Temat tak mi bliski, że nie jest to miejsce na tego typu rozważania.

Dlaczego wspominam o Wandzie?

W ubiegłą sobotę na symbolicznym cmentarzu pod Ostervą w Tatrach Słowackich, Wanda doczekała się tablicy jej poświęconej. Dwadzieścia lat minęło od jej zaginięcia na Kangczendzondze. W sobotę jej najbliżsi przyjaciele oraz ludzie, którzy ją znali, a także nowe pokolenie tych, którzy już tylko z książek i ustnych relacji czerpią wiedzę na jej temat, mieli szansę spotkać się i pobyć razem, wspominać i ocalić od zapomnienia.
Dla mnie, przedstawicielki młodego pokolenia (pomimo moich trzydziestu trzech lat:), ten dzień miał szczególny wymiar. Był głębokim doświadczeniem pojawienia się Wandy między nami. Była obecna w uśmiechu Ewy Matuszewskiej, jej bliskiej przyjaciółki, w zaradności Zosi Bachledy, która scaliła całe spotkanie klamrą doskonałej organizacji, w łagodności i sile Anny Milewskiej, która śmiejąc się do rozpuku (widziałam na własne oczy), trzymając się poręczówki, w spódnicy, wspinała się i była! I wreszcie w spojrzeniach moich przyjaciół, w ich uśmiechach i poczuciu, że życie nas zaskakuje i zaskoczy jeszcze nie jeden raz.

Jestem jedynie pionkiem w tym górskim świecie, nie śmiem o niej pisać, dlatego odsyłam Was do tekstów osób, których słowa warto czytać.




Brak komentarzy: