2012-03-18

"Copie conforme" Abbas Kiarostami (Zapiski z Toskanii)



Miałam ochotę spędzić przyjemny, lekki wieczór, wybrałam się na film „Wierna kopia. Zapiski z Toskanii” w reżyserii Abbasa Kiarostamiego.
Hmm…to nie jest film na lekki wieczór. Trochę dałam się zwieść Toskanii w tytule no i uwielbianej przeze mnie Juliette Binoche. Miast przyjemnych chwil dostarczyłam sobie kłębiących się w głowie myśli, niezbędnych po seansie analiz, i uwaga, przyjemnego poczucia, że czy tego chcę czy nie chcę, ciągnie mnie do filmu dobrego!

Uniknę typowej recenzji z zarysowaniem fabuły, wyciąganiem wniosków i podsumowań. Nie będę wracać do poprzednich filmów Kiarostamiego, choć to temat rzeka. Chcę tylko napisać, że to bardzo dobrze skrojony, elegancki film. Dwoje dojrzałych ludzi, jedna historia, pewna gra, iluzja, na którą oboje się godzą. Zwrot akcji w połowie filmu, rekompensuje mi nieco pretensjonalny ton na początku historii. Nie wspomnę już o tle - włoskiej scenerii.

Doskonała gra Juliette Binoche. Jest jak tykająca bomba zegarowa, tylko czekać, kiedy wybuchnie. Sentymentalna aż do bólu, wrażliwa i piękna. Z całym swoim kobiecym wdziękiem, pełna erotyzmu, nie ukrywająca rozedrgania, nerwowości i żalu do swojego towarzysza. William Shimel wciela się w postać Jamesa Millera – pisarza, który nieżyciową w jej przekonaniu filozofią próbuje wyjaśnić jej swój punkt widzenia. Choć ten film to przede wszystkim dialog między bohaterami, to aż kipi od erotyzmu. Jest wszędzie, w jej ubiorze, zachowaniu, jego stonowaniu i powściągliwości, ich spojrzeniach i kłótniach.

Bolesny to dialog przyzwyczajeń, życiowych pragnień, wzajemnych oskarżeń. Film prostych gestów, na które nie starcza czasu albo odwagi.




3 komentarze:

two steps... pisze...

Zaciekawiłaś mnie tym opisem i postanowiłam film obejrzeć, co się stało kilkanaście godzin temu... Ciekawe,ale spodobały mi się komentarze niektórych osób, które film obejrzały, a na które później trafiłam w sieci, że jest nudny, że nic się nie dzieje... Cóż, dla mnie działo się tyle i było tak gęsto (co porównać mogę tylko z zapachem jaśminu z wazonu obok), ze życzyłabym sobie więcej takich właśnie filmów na swojej drodze...I chociaż zaschło mi na koniec w gardle i było trochę smutno, jak i gorzko, to jedno, co się we mnie po tym filmie bardzo zapisało, to zdanie, które wypowiada Juliet: "Gdybyśmy byli bardziej wyrozumiali dla słabości drugiej osoby, czulibyśmy się mniej samotni." Dobrze jest trafić na to, czego się akurat potrzebuje... Pozdrawiam!

two steps... pisze...

Zaciekawiłaś mnie tym opisem i postanowiłam film obejrzeć, co się stało kilkanaście godzin temu... Ciekawe,ale spodobały mi się komentarze niektórych osób, które film obejrzały, a na które później trafiłam w sieci, że jest nudny, że nic się nie dzieje... Cóż, dla mnie działo się tyle i było tak gęsto (co porównać mogę tylko z zapachem jaśminu z wazonu obok), ze życzyłabym sobie więcej takich właśnie filmów na swojej drodze...I chociaż zaschło mi na koniec w gardle i było trochę smutno, jak i gorzko, to jedno, co się we mnie po tym filmie bardzo zapisało, to zdanie, które wypowiada Juliet: "Gdybyśmy byli bardziej wyrozumiali dla słabości drugiej osoby, czulibyśmy się mniej samotni." Dobrze jest trafić na to, czego się akurat potrzebuje... Pozdrawiam!

two steps... pisze...

Zachęciłaś mnie swoja opowieścią do obejrzenia tego filmu, co też zrobiłam kilkanaście godzin temu...Później przeczytałam w sieci komentarze innych osób, że film był nudny, nic się w nie działo... No cóż, życzyłabym sobie więcej takich "nudnych" filmów na mojej drodze!;)Dla mnie był on gęsty i treściwy, jak zapach gałązki jaśminu, która się teraz opiera o krawędź wazonu i nie pozwala przejść obojętnie nikomu w pokoju. I choć na koniec zaschło mi w gardle, zrobiło się smutno i jakoś tak gorzko, to słowa Juliet:"Gdybyśmy byli bardziej wyrozumiali dla słabości drugiej osoby, czulibyśmy się mniej samotni." zostały mi w głowie do teraz. Dobrze jest trafić na coś, czego się akurat potrzebuje...Pozdrawiam!