2012-02-05

„moja samotność jest moim więzieniem”

„Przygoda z owcą” Harukiego Murakamiego jest jedyną książką tego autora, którą przeczytałam. Czytałam ją jeszcze zanim nastała moda na tego pisarza. Pamiętam, że zrobiła na mnie wrażenie, ale widocznie nie na tyle duże bym sięgnęła po kolejne tytuły. Nie znałam jego opowiadania „Tony Takitani”, ale w ubiegłym tygodniu obejrzałam film w reżyserii Juna Ichikawy będący adaptacją prozy Murakamiego i straciłam głowę.
Śmiem sądzić, że to jeden z piękniejszych filmów, jakie widziałam.
Spokojny, nostalgiczny i melancholijny – to słowa, które w pełni oddają nastrój filmu.





Pokrótce: Tony Takitani (Issei Ogata) to uzdolniony rysownik, wręcz obsesyjnie oddany swojej pracy. Widzimy go pochylonego nad biurkiem, pochłoniętego aktualnym zajęciem. Tony żyje sam. Jego ojciec jest muzykiem jazzowym, widują się raz na dwa lata. Matka zmarła po jego urodzeniu. Wychowywany przez gosposie szybko nauczył się żyć sam. Pewnego dnia poznaje swoją żonę, zakochuje się i na moment jego życie przybiera inny wymiar, lęk przed utratą żony pokonuje na długo po ślubie. Eiko (Rie Miyazawa) ma tylko jeden problem – namiętnie kupuje ubrania w nieograniczonych ilościach. Jej garderoba z czasem wymaga osobnego pomieszczenia. Ta permanentna chęć posiadania nowych ubrań jest jedynie próbą wypełniania pustki. Tych dwoje ludzi żyje samotnością. Ich samotność jest wyczuwalna przez widza w niemal każdej scenie.
Garderoba Eiko jest pomieszczeniem, w którym uczucie osamotnienia przybiera na sile. Tu zostają ubrania żony Toniego, gdy jej już nie ma, to tutaj przechowywał rzeczy po swoim zmarłym ojcu. Jedno pomieszczenie, jedna tragedia – samotność!





W tle słyszymy narratora (Hidetoshi Nishijima), który komentuje wydarzenia, dopowiada to, co niedopowiedziane, ułatwia odbiór. Wyraźnie pomaga bohaterom wydostać się z ram, które narzuciła im samotność. Wspaniałe zdjęcia (Taishi Hirokawa), które dosłownie przesuwają się przed nami, wyglądają jakby były za mgłą, jakbyśmy oglądali stare fotografie. Do tego wszystkiego muzyka (Ryuichi Sakamoto), którą słyszymy w tle tylko potęguje to ogarniające uczucie melancholii, spokoju i bolesnej samotności. Pozostaję pod dużym wrażeniem gry Issei Ogato. Oczarował mnie. Przez 76 minut czułam jego samotność, ból, jaki się z tym wiązał. Współczułam mu i go rozumiałam.


Szukam takiego kina. Oglądam dużo, ale nie wszystkie obrazy wywołują u mnie chęć o nich pisania. „Tony Takitani” to film, który obejrzę jeszcze wiele razy. Polecam!

5 komentarzy:

KaBuKi pisze...

Swego czasu darzyłam Murakamiego uwielbieniem (zresztą, poniekąd dzięki niemu poznałam mojego obecnego męża, więc mam pewien dług wdzięczności w stosunku do tego pisarza...). Ale wówczas w krótkim czasie przeczytałam praktycznie wszystko, co napisał i zwyczajnie poczułam przesyt Murakamiego. Jednak jego pisarstwo zawsze darzyć będę wielką sympatią i wiem, że jeszcze przyjdzie czas na powrót do fascynującego japońskiego świata Murakamiego. A "Tony Takitani" (zarówno literacki pierwowzór jak i obraz filmowy)zachwycił mnie podobnie jak Ciebie! Żałuję, że wciąż nie udało mi się obejrzeć "Norwegian Wood" - mam nadzieję, że w końcu dotrze do polskich kin...

Ściskam!

nocnywidz pisze...

Polecam także inny film oparty na tekście Murakamiego: "Wszystkie boże dzieci tańczą". Film amerykański, ale nie przekreślałbym go z tego powodu :-) Wart obejrzenia!

Libreria pisze...

KaBuKi, cieszę się, że i Ciebie zachwycił ten film. Faktyznie dług wdzięczności musisz mieć szczególny:)

Libreria pisze...

Nocnywidzu, Toniego obejrzałam dzięki Tobie, więc nieśmiało zapytam czy posiadasz "Wszystkie boże dzieci tańczą"? byłabym wdzięczna za pożyczenie.

nocnywidz pisze...

Nie mam, ale moge miec, bo z wypozyczalni go mialem. A wiec jestesmy umowieni :-)