2011-04-07

w oczekiwaniu na "Habemus papam" - Nanni Moretti



15 kwietnia na ekrany włoskich kin wchodzi nowy film Nanniego Morettiego „Habemus papam”. Jedną z głównych ról, rzecznika papieskiego, gra Jerzy Stuhr. Film, jest opowieścią o kardynale Melvillu (w tej roli francuski aktor Michel Piccoli), który zostaje wybrany na papieża. Ten jednak, pogrążony w silnej depresji okazuje się być niezdolnym do pełnienia posługi bożej. Chciałby być w zupełnie innym miejscu, choćby w teatrze i grać w sztukach Czechowa. Czy liczne wizyty lekarzy dusz są w stanie przywrócić równowagę Ojca Świetego?

Reżysera zainspirowała postać Celestyna V, zakonnika, który 5 lipca 1294 roku został papieżem, a który nie dając sobie rady z obowiązkami i nieprzyzwyczajony do przepychu, po kilku miesiącach ogłosił swą abdykację.

„Bolesna komedia” jak opowiada o swoim filmie Moretti, który jednocześnie zapewnia, że data premiery nie ma nic wspólnego z beatyfikacją Jana Pawła II, a jego filmowy papież jest „wymyślony”.

Film jest historią duchownego, który najzwyczajniej w świecie przeżywa kryzys, doświadcza pomyłki, gubi się. Film o ludzkim papieżu, którego ludzkość może się publiczności nie spodobać, (choć warto by zadać pytanie, której publiczności). Dobrze by było tak na ten film spojrzeć. Wszelkie doszukiwanie się podobieństw do współczesnych wydarzeń byłoby łatwym uproszczeniem, choć wierzę, że film wywoła dyskusje dość ostre w wymowie.

Czytam i przeglądam to, co mogę znaleźć na temat filmu w sieci i zaczyna mnie bawić cała ta religijna otoczka, która w sumie wcale mnie nie dziwi a jak wspomniałam dostarcza jedynie dobrej zabawy. Pojawiają się przy okazji filmu takie słowa jak „prowokacja”, „skandal”. Patrzę na to z boku i czuję, że oto jestem w domu, w katolicko skostniałej Polsce.

 


Są trzy powody, dla których film obejrzę.
Pierwszy to aktor Jerzy Stuhr, nad którego twórczością pochylam się od kilku lat. Cieszę się, że zagrał w tym filmie, że na pytanie czy nie boi się wykluczenia z katolickiej społeczności odpowiada, że specjalnie mu na tym nie zależy, że ma wiarę w sobie i to mu wystarcza.
Drugi powód to Nanni Moretti, którego filmy uwielbiam, doceniam i do których chętnie wracam, a jego „Caro diario” (1993) mogłabym oglądać codziennie. Wreszcie trzeci powód, to język włoski, ale tu nie muszę nic dodawać.

 Zwiastun filmu - POLECAM!

Habemus papam 

6 komentarzy:

maya pisze...

film dla mnie! Stuhra poważam, opis zainteresował. Więc idę do kina :-D

Izabela pisze...

zazdroszczę Ci, że możesz pójśc. W Polsce film moeze sie nie pojawic na ekranach kin, więc pozostaje mi leciec do Włoch:-)
chociaż pocieszam sie tym, że w czasie gdy Habemus papam ma premiere we Włoszech, ja bede siesziała w Teatrze Polonia w Warszawie i oglądała Jerzego Stuhra na deskach teatru:-)
Tak sie pochwaliłam bo juz nie moge wytrzymać:-)
ciekawa jestem Twoich wrażen i cos przyszlo mi teraz do glowy, napisze maila.
pozdrawiam

katasia_k pisze...

Ciesze sie jak dziecko na kazdy film Morettiego, niezaleznie od tego, czy mowi o papiezu, o Berslusconim, czy o samym Morettim.
Moze uda mi sie wbic na pokaz podczas festiwalu w Cannes?

Libreria pisze...

zazdroszczę wbicia:-) pozdrawiam!!!!!

czara pisze...

Witam! Wróciłam właśnie z kina i... Chyba za dużo sobie obiecywałam po tym filmie. To bardzo smutna komedia, mało buńczuczna zresztą. Scenariusz pozostawia lekki niedosyt, rozwój akcji (jego brak) jest trochę rozczarowujący). Z drugiej strony to bardzo ludzki, pełen ciepła i całkiem dobrych, komicznych scen.

Libreria pisze...

Czaro tym bardziej się ciesze, że widziałaś film, skoro Twoja opinia nie jest zbyt pochlebna. Sama czekam na film w oryginale:)