28 listopad 2009

Festiwal Filmów Afrykańskich



Wczoraj rozpoczął się IV Festiwal Filmów Afrykańskich w Poznaniu. Wszystkie filmy i prelekcje związane z filmami odbywają się w kinie Rialto na jednej z ulubionych ulic miasta mego ukochanego.

z przyczyn jak zawsze czasowych, tak je nazwijmy, zdołam obejrzeć tylko dwa filmy
Kiedy byliśmy czarni (When We Were Black), reż. Khalo Matabane, RPA 2008, oraz Opowieść o pięknym kraju (Story of a Beautiful Country), reż. Khalo Matabane, RPA 2005,

bardzo chciałabym zobaczyć film Opowieść Griota (Un Griot Raconte), reż. Adam Różański, ale czwartki to już w moim życiu czas na film zupełnie innego kalibru ale o tym może innym razem.
Przy okazji już od dawna chciałam napisać o filmie Spotkanie/ The Visitor Thomasa McCarthy, więc może po tym tygodniu pełnym wrażeń uda się coś co zaplanowane a nie zrealizowane.

21 listopad 2009

Tatry Ferdynand Goetel






Po Tatrach mogłabym chodzić bezustannie, przemierzać je, zdobywać. Być tam. Po wysiłku wspinaczki móc usiąść i spoglądać na szczyty dookoła.
Wszystko, co pozostaje, gdy wracam na niziny prócz fotografii i wspomnień przyjaciół, to książki. Zdobyczy czytelniczych przywieźliśmy trochę, ale każdy z nas wyjechał z Zakopanego z książką Ferdynanda Goetela Tatry.
Z tekstem tym kojarzę rozstania i powroty. Odrzucałam ją by znów powracać.
Zbyt wczesne piękna tego tekstu po powrocie czytanie.
Jakby pozwolić sobie na bycie tam, gdzie być kocham, zaledwie otwierając książkę. Nie starczyło sił by dokończyć, bo nie chcę tej przygody kończyć…

15 listopad 2009

Teatr Animacji w Poznaniu


zdjęcie z strony Teatru Animacji





Ten tydzień będzie zdecydowanie należał do Teatru Animacji w Poznaniu, bowiem rozpoczyna się Międzynarodowy Festiwal Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży KON-TEKSTY IV. Jest zatem wyjątkowa okazja nie tylko przybliżyć dzieciom i młodzieży fragment czegoś wspaniałego, ale również zarazić młodego widza miłością do teatru.
Będzie można zobaczyć Teatr z Litwy, Teatr Lalek Radost z Brna, Miejski Teatr Lalek z Burgas i wiele innych. Oprócz spektakli można wziąć udział w panelach dyskusyjnych przygotowanych specjalnie na tę okazję. Ja osobiście wybieram się w piątek na spektakl Valerie Białostockiego Teatru Lalek. Chętnie obejrzałabym więcej zwłaszcza Teatr z Litwy ale niestety mimo szczerych chęci nie dotrę.
Polecam gorąco wszystkim bo przecież czy to nie wspaniały pomysł po pracy trochę się zapomnieć:)
Szczegółowy plan festiwalu na www.teatranimacji.pl

Rewers





Dziś będzie o Rewersie, o tym, co odwrócone, przewrócone, z drugiej strony.

Biegłam do kina, bo rzeczywiście nasłuchałam się na temat Rewersu wystarczająco dużo, by pokusić się o własną rzeczową ocenę dzieła, ponieważ jednak z książką mam wcześniej do czynienia niż z ekranem i fotelem kinowym, w pierwszej kolejności przeczytałam tekst Andrzeja Barta pod tym samym tytułem. Zacznę jednak od filmu.


Mamy dwa plany czasowe, dwa przenikające się światy. Czasy współczesne i lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku.
Na pierwszym planie kobiety, babcia, matka i córka Sabina, gdzieś w tle Arkadek brat Sabiny malarz, który więcej czasu spędza w swojej pracowni, gdzie maluje obrazy na zamówienie partii. Sabina, wolna, młoda, choć jak na lata 50 w ostatnim momencie na zamążpójście. Jej matka i babcia, z którą mieszka zdają sobie z tego sprawę i postanawiają szukać jej kandydata na męża. Sabina jednak podkochuje się w swym szefie, dyrektorze wydawnictwa Nowina, wzdycha do niego z działu poezji, w którym spędza długie godziny. Kobiety jednak nie spoczywają na laurach i co jakiś czas w domu pojawiają się nowi adoratorzy z gotowym planem, co do pani Sabinki. Któregoś dnia zupełnie nieoczekiwanie pojawi się w życiu Sabiny tajemniczy Bronisław, przystojny mężczyzna, który swym wdziękiem zaczaruje młodą kobietę. Jego obecność stanie się przyczyną nieoczekiwanych zdarzeń. Kobiety będą musiały stawić czoła niezbyt kolorowej rzeczywistości.
W całym domu czuć atmosferę strachu, grozy, nerwowej krzątaniny, bo i czasy niepewne, pełne dziwnych typów na ulicach. Człowiek zastraszony nie wie komu wierzyć, z kim rozmawiać, na co można sobie w rozmowie pozwolić.
Filmów jak się zwykło określać rozliczeniowych powstało już wiele. Ten jednak w moim odczuciu jest inny choćby ze względu na swoją konwencję. Bo oto oglądamy czarną komedię, która wywołuje w nas śmiech pomimo trudnego tematu i opowieści niekoniecznie zabawnej.
Bawi mnie sposób, w jaki do mężczyzn odnoszą się nasze bohaterki, ich świat mnie bawi, sposób, w jaki starają się przetrwać trudne chwile, nawet sprawa ukrycia złotej monety w którymś momencie przestaje być tak poważna. Sceny, gdy do domu przychodzą kolejni adoratorzy panny Sabiny rozbawiają całe kino, podobnie rzecz ma się podczas imprezy zakrapianej alkoholem, w której udział biorą Arkadek, jego partyjni znajomi i matka z córką, które dla dobrej sprawy są zmuszone tańczyć z podchmielonymi typami. W tym samym czasie, gdy my śmiejemy się z komicznej sceny, w łazience rozgrywa się dramat.
Jak wspomniałam zanim poszłam do kina przeczytałam książkę Andrzeja Barta. Pisarz jest również autorem scenariusza do filmu. Ta nowela filmowa, choć dobrze napisana, nie wywołała u mnie tak silnie komedią zabarwionych reakcji, wprost przeciwnie, był to dla mnie tekst bardziej dramatyczny niż komiczny. Proste, krótkie zdania, wyważony tekst oddający wiernie klimat stalinowskich czasów. Czytając książkę, czułam zapach tego starego mieszkania, słyszałam stukot obcasów, bałam się gdy Sabina znalazła się w niebezpieczeństwie i razem z nią „chowałam” cenną monetę. To wszystko czułam, gdy czytałam książkę, natomiast obraz dał mi już zupełnie inną możliwość odbioru tego świata. Jak wspomniałam wcześniej pełną śmieszności. Odnoszę wrażenie, że oto obraz, dzięki któremu można w sposób bardzo rozmyty wyśmiać czas, który nie przyniósł nic prócz grozy i strachu. Jakbyśmy spoglądali na świat tragicznych wydarzeń z drugiej komicznej strony.

Bardzo dobra gra aktorów. Krystyna Janda w roli matki jak zawsze doskonała. Bardzo dobra moim zdaniem praca Agaty Buzek, która wcieliła się w rolę nieśmiałej wręcz zacofanej Sabiny, która uparcie wierzy, że gdzieś w świecie czeka na nią inteligent z prawdziwego zdarzenia, potrafiący rozmawiać z nią o poezji i literaturze. Anna Polony w roli babci nie babki, jak słusznie poprawia absztyfikanta Sabina, w mistrzowski sposób gra kobietę, która mimo podeszłego wieku domyśla się więcej niż podejrzewają matka i córka. Wreszcie Marcin Dorociński i jego Bronisław odgrywający przed Sabiną inteligenta, prostak, który wyuczonym tekstem próbuje do siebie zachęcić dziewczynę.

Film Rewers w reżyserii Borysa Lankosza jest polskim kandydatem do Oskara.
Wszystko w tym filmie w moim odczuciu zasługuję na uwagę. Czarno – białe zdjęcia Marcina Koszałki, muzyka Włodzimierza Pawlika, kostiumy Magdaleny Biedrzyckiej i charakteryzacja Mirosławy Wojtczak, Ludmiły Krawczyk i Waldemara Pokromskiego.

Warto film zobaczyć, z niecierpliwością czekałam aż film zobaczy B. żebyśmy mogły jutro przy kawie zasypać się wrażeniami.

11 listopad 2009

z podróży

z podróży przywiozłam garść dobrych jak sądzę książek, między innymi 15 minut sławy. moje lata z Andy Warholem Ultra Violet.
Trochę dobrej muzyki nie zabrakło jak zwykle. Zaczarowano mnie głosem Niny Simone. Bardzo przyjemnie jest móc odkrywać coś, czego się wcześniej nie znało zwłaszcza jeśli dotyczy to muzyki, wsłuchiwania się, odczuwania radości płynącej z samego faktu siedzenia i słuchania. Choć niektóre utwory nie były obce, to jednak większość odkrywałam w skupieniu po raz pierwszy. Już wiem czego będę słuchać następnym razem w samochodzie.
Nie zabrakło Joni Mitchell i jej Both sides now. Niezastąpiona!!!

03 listopad 2009

110 ulic Małgorzata Gutowska - Adamczyk



Na pierwszy rzut oka nic specjalnego, zwykła warszawska rodzina. Tata, który pracuje za pięciu na wysokim stanowisku, zarabia duże pieniądze, ale jest gościem w domu. Mama, która na łamach jakiegoś mało znanego czasopisma dla kobiet umieszcza swoje artykuły i która marzy by napisać książkę z prawdziwego zdarzenia i by w końcu pożegnać się z redakcją. Ich dwóch synów szesnastoletni Michał, dostarczający rodzicom oprócz 300 złotowych rachunków za telefon komórkowy, mnóstwa zmartwień szkolnych i Mikołaj jedenastoletni zapaleniec deskorolki i wszystkiego, co z tym sportem może być związane. Życie toczy się w miarę stabilnie do czasu, gdy żywiciel rodziny nie zostaje zastąpiony w pracy innym niezastąpionym a mama nie postanawia rzucić pracy i oddać się swoim pisarskim pasjom. Sytuacja zaczyna być coraz mniej stabilna zwłaszcza, że kończą się środki na życie. Tata zmuszony ratować sytuację godzi się na pracę w miejscu, o którym rodzina nie śniła i nie jest to ani Madryt ani Rzym.
Życie chłopców zostanie przewrócone do góry nogami a bunt przed zaistniałą sytuacją szybko zastąpi ciężka praca. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowa rzeczywistość nie koniecznie gorsza od warszawskiej, o czym szybko przekonają się bohaterowie da im więcej niż mogliby przypuszczać.
Co to za miejsce, w którym jest tylko a może aż 110 ulic?

110 ulic Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk podobnie jak jej 13 Poprzeczną przeczytałam jednym tchem. Od czasu do czasu sięgam po książki dla młodzieży, żeby być trochę w temacie i muszę powiedzieć, że jestem niekiedy mile zaskoczona. W tych książkach jest wszystko, pierwsza miłość, przyjaźń, rywalizacja, bunt i niezgoda, czasem niezrozumienie, czasem szczerość. Świat, który jest tak różny od tego, który ja pamiętam w liceum, choć pewne sprawy nie zmieniają się nigdy i każdy młody człowiek, choć dzisiaj w trochę inny sposób walczy z emocjami, pierwszymi namiętnościami, buntem, jakimś wielkim zrywem.
110 ulic to książka o świecie dorastających chłopaków, 13 poprzeczna to z kolei świat tak różnych dziewczyn, mozaiki osobowości, świata, z którym młode bohaterki muszą się zmierzyć. I gdzieś spod tego czarnego wyciągniętego swetra, czy lakierowanych bluzeczek w kolorach tęczy wyłania się całkiem fajna dziewczyna, która pod tymi wszystkimi ciuchami ukrywa swoją wrażliwość, mądrość, oryginalność.

Gorąco polecam książki rodzicom i młodzieży oczywiście:)

01 listopad 2009

This is it Michael Jackson




Wczoraj od już niepamiętnych - czy takie słowo w ogóle istnieje - miałam wolny wieczór. Wolny czyli taki podczas którego nie musiałam myśleć o niczym co związane z pracą, studiami, zadaniami etc.

Pozwoliłam sobie zatem pójść do kina na coś specjalnego mianowicie na This is it, relacje z przygotowań do ostatnich koncertów Michaela Jacksona, które miały odbyć się w Londynie. Większość materiału filmowego została nakręcona w czerwcu 2009 roku STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood podczas przygotowań do tego wielkiego wydarzenia.

Miał to być ostatni raz gdy fani ujrzą swojego idola na scenie. Jak wiemy do koncertów nie doszło, pozostały jedynie zakulisowe spojrzenia na artystę, które możemy oglądać w kinie.

Zawsze dzielę przez dwa to co czytam w gazetach, oglądam w internecie czy w TV, tym razem jednak moje zaskoczenie sięgnęło zenitu gdy zobaczyłam na próbach człowieka w świetnej formie, fantastycznie rozluźnionego, poruszającego się lepiej niż kiedykolwiek. MJ jak go nazywali przyjaciele miał podczas prób tyle energii, której mógłby mu pozazdrościć niejeden wysportowany chłopak. Oczu oderwać nie mogłam od tancerzy wybranych spośród tysięcy chętnych, zdolnych. Poruszali się w taki sposób, że zalewała mnie pozytywna zazdrość, opowiadali jak spełniło się ich największe marzenie, jak wstawali każdego ranka z myślą by kiedyś móc zatańczyć ze swoim mistrzem. Robię się ostatnio wrażliwa na takie historie i ryczę jak bóbr bo oto słucham i jednocześnie odczuwam na własnej skórze, że jak na coś długo czekasz i o czymś marzysz to przychodzi taki dzień gdy to się zjawia i...

Ale wróćmy do muzyki, której w tym filmie nie zabrakło. Nogi same rwały się do tańca, charyzma MJ zarażała. Jakkolwiek prasa niszczyła jego życie, obronił się zawsze muzyką ponadczasową, nie ginącą, posiadającą siłę łączyć nigdy dzielić.

Żałuję, że nie dane mu było dokończyć dzieła nad którym tak pieczołowicie i ciężko pracował, mordercze próby z pewnością nie były dla niego łatwe, ciągle powtarzał, że nie może nadwyrężać głosu, że to jedynie połowa jego możliwości, gdyby wiedział, że nie będzie mu dane...

Mówcie co chcecie, ale jechać do Smooth Criminal samochodem, po pustej drodze, to jest radość i wtedy wolność nie jest niewolnicą samotności jak powiadać lubią wielcy...