2009-02-28

Viva Kobenhavn!


Wyjazd do Kopenhagi o nieco innym niż turystyczny wymiarze.

Podróż po energię, światło, radość, wiarę, nadzieję.

Tysiące słów w najpiękniejszych labiryntach zdań nie będą wstanie oddać tego, co przeżyłam i z czym wróciłam do Polski.

Tydzień intensywności, spontaniczności, uśmiechów, rozmów.

Hektolitry czerwonego wina, pieczenie chleba, włoskie jedzenie w Kopenhadze.

Permanentne wycieczki na rowerze, zwiedzanie miasta z perspektywy mieszkańca, na rowerze w pędzie, chaosie, szumie.

Oglądanie, zachwycanie się, upajanie i zapamiętywanie…

Kopenhaga, miasto w mojej głowie, w mojej wyobraźni…

I najważniejsze dwie osoby, dzięki którym w dobrych do życia proporcjach wróciłam do domu….a dom, no cóż, już teraz wiem, że może być wszędzie….może będzie w Danii, może we Włoszech, może w Polsce, teraz już może być wszędzie!


O Kopenhadze jeszcze będzie tylko ochłonę...

2009-02-26

Pelikan. Opowieść z miasta. Leena Krohn









Ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł

Kilkunastoletni Emil pewnego, zimnego dnia spostrzega dziwnego jegomościa. Jego uwagę przykuwa postać niekoniecznie będąca człowiekiem, choć bardzo do człowieka podobna.

Wrażliwość i ciekawość chłopca nie pozwala mu przejść obok tego faktu obojętnie i tak poznaje Pana Hyyrylainena – pelikana, który postanowił zostać człowiekiem. Spędzają ze sobą dużo czasu, pelikan opowiada chłopcu, dlaczego postanowił zostać człowiekiem, dlaczego nosi spodnie i buty, co go interesuje, czym się zachwyca, a co drażni, czego nie potrafi zrozumieć. Szybko spostrzegają, że nawiązała się między nimi przyjaźń, ta nić porozumienia, o której nie trzeba mówić. Chłopiec nauczył pelikana czytać, a pelikan robił wszystko by chłopiec ciekawie spędzał z nim czas i nie myślał o tym, że mieszka sam z mamą, podczas gdy tata Emila z nową rodziną układa sobie życie w innej części Finlandii.

Ta metaforyczna opowieść Leeny Krohn, to swoista wędrówka po ludzkim świecie, jego ułomnościach, absurdach, dziwactwach.

Pan Hyyrylainen jest pełen zadziwienia jak człowiek, który potrafi grać na czarodziejskim flecie potrafi produkować pociski, które służą do zabijania. Pelikan zadaje sobie pytanie, kim właściwie jest człowiek, skoro w gazetach jest napisane, że to najmądrzejsze ze wszystkich zwierząt? Jaki on jest? I jeśli – zastanawia się dalej – mój dziób się kiedyś skróci, jeśli moje stopy się zwężą, a piórka znikną, jeśli pewnego dnia otrzymam prawdziwą ludzką twarz, to czy wówczas zmienię się w takiego właśnie człowieka?

Przestępstwa, wojny, cierpienie, radość z czyjegoś nieszczęścia, wstyd, zemsta, chciwość, zazdrość, to uczucia przerażające pelikana, odrzucające go od ludzkiego świata, jednocześnie jest coś w tym świecie, co sprawia, że na moment staje się inny, nieco lepszy – muzyka, melodia, książka, obraz, marzenie, tym fascynuje się Pan Hyyrylainen, to daje mu wiarę w ludzki świat.

Te zalążki piękna nie są jednak w stanie zatrzymać go przy Emilu, i postanawia wrócić do swego stada, do bezmiaru słonej wody, powietrza, piasku i kamieni. Rozpoczyna się dla chłopca walka z samym sobą, pojawia się chęć zostania ptakiem, prośba by pelikan zabrał go ze sobą, daleko od mamy, która już nie jest tą samą mamą, która już nie przytula, tylko wraca do domu w nocy i nie ma dla niego czasu, daleko od taty, który już nie kocha mamy tylko inną kobietę, daleko od pocisków, bólu, smutku. Chciałby mieć tak jak pelikan skrzydła by móc wzlecieć w powietrze i zapomnieć.

Gdy pelikan odlatuje Emil musi wrócić do miasta, ale to już nie jest ten sam Emil – bo „ten, kto wraca, jest zawsze kimś innym niż ten, który odszedł”.

2009-02-14

z Łukiem Triumfalnym na północ

Ledwo wróciłam z Włoch a już w poniedziałek lecę do Danii.

Kopenhaga mam nadzieję rozkocha mnie w sobie i zaczaruje.

W sercu ciągle Włochy a pod pachą Łuk Triumfalny Remarque, ot tak, żeby trochę Francji na północ zabrać.

Relacje z podróży za tydzień:)

2009-02-10

pocztówki z podróży - the end

zdjęcie friend



La Valle

maleńka górska wioska w dolinie Val Badia - sercu ladyńskiej kultury. język ladyński to oficjalnie trzeci uznany po niemieckim i włoskim język obowiązujący w dolinie...

...

jak dla mnie idealne miejsce na chwilę zadumy, miejsce gdzie głęboki oddech to jest zawsze nowa myśl, nowy pomysł, nadzieja...

...

pieczołowicie chroniona tradycja, permanentne rozmowy w języku, który ma w sobie niemiecką twardość i włoską melodię...

...

jakaś dziwna cisza gdy tylko zachodzi słońce.
uśmiechnięte twarze staruszków, którzy bez zadyszki podążają do swych domów coraz wyżej i wyżej...

...

spowolniony czas, odkładanie na później, smak piwa w przydrożnej karczmie i ciągła cisza, jakby ta nieliczna grupa ludzi zamieszkujących La Valle nie chciała melodią swych rozmów spłoszyć spokoju...

...

widoki zapierające dech w piersi, jakie wszystko jest wtedy możliwe, osiągalne, namacalne, realne...



2009-02-08

pocztówki z podróży cd




wenecja

miasto piękne ze swoją brzydotą, skazą, o ulotnej urodzie.
grymas zachwytu...

...

przepych, moda, bajońskie ceny. brud, wilgoć, odrzucający zapach.
miasto kontrastów...

...
wenecja wie jak w sobie rozkochać by za chwil kilka ukazać swoje prawdziwe oblicze.
i ta jej pewność, że turysta zapatrzony w jej oblicze pozwoli się schwytać w jej ramiona ponownie...

...

z zamiłowania do rys, skaz i ułomności wszelakich wenecja w końcu rozkochała mnie w sobie. wpadłam w jej sidła...

...


spełniło się jedno z moich marzeń - wenecja zimą. miasto w swym chłodzie piękniało, plac św. marka w połowie zalany, uliczki mokre, wilgotne i zimne.
krople deszczu na mojej twarzy...

...

wenecja ściągnęła maskę turystycznego zachwytu i ukazała swe zimne oblicze, bezwstydnie obnosząc się swoim chłodem.
zimna i obca.
pusta, samotna, smutna...

2009-02-04

pocztówki z podróży
























moment przekraczania granic, których obecności nie zauważysz. o innym kawałku ziemi informują jedynie tablice w innym języku
...

biel wszechobecna biel, niekończące się serpentyny, strach i uśmiechy tubylców rozbawionych moim w oczach przerażeniem
...

poranki, cisza, spokój, szczyty Dolomitów dookoła, słońce oświetlające najwyższe partie gór i ja na balkonie o 7 rano by zapamiętać, zachwycić się, ogarnąć to, czego nie da się ogarnąć, by z oddechem głębokim zacząć wszystko od nowa
...

strach eliminuje absolutnie wszystko, nasze marzenia, plany, nadzieje. pogłębia troski, wierci dziurę w brzuchu, niszczy od środka niczym robak. strach przed zapytaniem, przed ośmieszeniem, przed nieznanym
...

walka z własnymi słabościami, wszelkie próby pokonania w sobie ograniczeń i strachu. uczenie się języków, pokonywanie ułomności własnego ciała, permanentny uśmiech to elementy zbliżające mnie do szczęścia
...

białe szaleństwo na stokach, wolność, szybkość, pęd, pokonywanie własnych słabości, duma z dokonanych wyczynów. ciało zaskakujące mnie samą, w doskonałej formie, bez zakwasów. skupienie i radość
...

słońce, które nie pozwalało zmarznąć i rozpieszczało swoimi promieniami.
uśmiechy innych zapaleńców, rozmowy na wyciągach, wspólna pasja, która łączy.
podana dłoń po upadku i szybkie po upadkach powstawanie by walczyć dalej.
to wszystko daje takie poczucie wolności o jakiej się marzy, pozwala uwierzyć, że warto każdego dnia wstawać i pracować, że to wszystko ma sens, bo jest jeszcze coś takiego jak pasja bez której ta cała reszta nie nabierze barw
...

siedząc na wyciągu zobaczyłam szaleńców na paralotniach i...