2009-12-15

Spróbujmy jeszcze raz





Nad tekstem Murraya F. Schisgala Spróbujmy jeszcze raz w przekładzie Bożeny Sławińskiej pochylili się reżyser Maciej Wojtyszko oraz aktorskie gwiazdy Joanna Żółkowska i Cezary Żak. W rezultacie otrzymaliśmy dwie godziny wspaniałej zabawy, relaksującej atmosfery i śmiechu, którego nigdy za wiele.

Dwie jednoaktówki o tym samym odwiecznie modnym, bo najprawdopodobniej ciągle ludzkość nurtującym temacie, jakim jest miłość. Opowieść o ludziach po przejściach sfrustrowanych własną niemocą, ale ciągle mających poczucie tej niemocy i próbujących na nowo posklejać to, co się porozklejało. On, w pierwszej jednoaktówce to aktor, który ma za sobą najlepsze chwile na scenie a przed utratą środków do życia chroni go szansa gry w reklamach. Po trzech krótkich małżeństwach dochodzi do wniosku, że kobiety na dobrą sprawę nie są mu do niczego potrzebne. Ona natomiast jest policjantką z dwójką dzieci, po dwóch związkach, które uświadomiły jej jedynie to, że mężczyźni to bestie i nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Przypadek sprawia, że są sąsiadami a ich spotkanie z początku nie wróżące nic dobrego ma szansę zmienić się w coś, czego oboje nie podejrzewali.
I druga jednoaktówka, w której On i Ona, małżeństwo z dwudziestoletnim stażem, próbujące po latach kłótni i życia obok siebie na nowo zawitać do portu, jakim jest wspólne spokojne życie. Czy Edie i Gus są w stanie poddać się terapii doktora Oliovsky’ego i wyciągnąć z niej coś dla siebie? Czy można się jeszcze po tylu latach wspólnego życia zaskoczyć?

Temat wspólnego życia, miłości po wielu latach, poszukiwania tej iskry, która była obecna na początku a która znika prędzej niż moglibyśmy przypuszczać, to temat trudny, zawsze obfitujący w głębokie przemyślenia, żale, tysiące pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Pomimo trudności Schisgal ukazuje temat w sposób komiczny, pozwala nam się śmiać z rozterek bohaterów, ubiera ich w zabawne kostiumy ich własnych pogmatwanych losów. Mistrzowsko lawiruje między różnymi obliczami miłości.

Na uwagę zasługuje doskonała gra aktorów. Joanna Żółkowska i Cezary Żak i ich talent komediowy dają na scenie solidną dawkę śmiechu. Są jak para doskonale rozumiejących się aktorów, którzy potrafią samą mimiką twarzy rozśmieszyć publiczność. Domyślam się, że nie jest łatwo przez dwie godziny sprawić by widz śmiał się do łez. Owszem to duża zasługa tekstu, bo to on niesie w sobie przesłanie, ale w moim przekonaniu także doborowa gra aktorów, ich zdolności, talent, wreszcie umiejętność wydobycia pewnych napięć, relacji. To wszystko dało zaskakujący efekt. Potrafią sprawić, że śmiejemy się z sytuacji, które w życiu nie zawsze nas śmieszą. Udaje nam się dzięki nim spojrzeć na to, co nas w drugim człowieku razi z przymrużeniem oka, uśmiechnąć się pod nosem i wybaczyć, zapomnieć.

Można miłość rozumieć na wiele sposobów, można jej nie rozumieć wcale, można się przed nią bronić, można się jej poddać, można z nią walczyć. Nieważne jednak, co chcemy z nią zrobić, najważniejsze, że jeśli była, a na chwilę być przestała, to fakt, że chcemy spróbować jeszcze raz ją odnaleźć daje nam szansę odkryć inne miłości oblicze. Czasem warto spróbować jeszcze raz.

2 komentarze:

ar pisze...

Chyba warto próbować, do skutku, do upadłego... no w końcu coś nas kiedyś połączyło prawda???
Spektakl jest niesamowity! Jeesli WojArt będzie go wystawiał jeszcze raz to proszę wszystkich zgromadzonych tu na blogu o założenie najładniejszych ciuszków, które posiadacie w szafie, zebranie przyjaciół, kupienie biletów i przezycie 2,5 godziny emocji, ktore wyzwalają na długie dni przemyślenia! i to dobre przemyślenia. A przy okazji aktorów, ktorzy doskonale bawią:)
No, dobra już sie nie rozpisuje, bo za chwile wyjdzie z tego długi post. To był udany wieczór!

Isabel/Libreria pisze...

ciesze się, że się podobało, zresztą to prawda, że taka forma spędzenia wieczoru niedzielnego to wspaniały pomysł oprócz wielu inych ale zdecydowanie lepszy niż leżenie na kanapie:-)