Dla mnie zdobywanie wysokich gór to swego rodzaju gra, w której stopniowo poznajemy słabe strony atakowanego szczytu i walcząc z własnymi ambicjami ustalamy granice ryzyka. Szczyt nie jest więc przeciwnikiem, a partnerem w tej grze.
Anna Czerwińska
Można po górach chodzić, można zdobywać szczyty, można z tych wypraw wracać i o nich snuć opowieści, można też o swoich wyczynach górskich pisać książki. Pewnie, że można, wszystko można, sztuka jednak polega na tym, żeby napisać o tym, co się przeżyło w taki sposób, by się chciało tam pojechać a jeszcze lepiej żeby się czuło, że się tam jest i szczyt razem z wyprawą zdobywa. To już zupełnie inna sprawa, to już w moim mniemaniu sztuka i to duża, bo jak ciekawie napisać o trzykrotnej próbie zdobycia szczytu, o tym, że za każdym razem albo wiatr, albo śnieg albo masa innych przeciwności stawała na drodze by dokonać ostatecznego ataku. W jaki sposób przelać na papier przeżycie, którego siła jest tak ogromna, że zostawia ślad do końca życia. Jak to zrobić i w jaki sposób, żeby było ciekawie jak już za pisanie się zabierać.
Ance Czerwińskiej się udało i to jeszcze jak, wystarczy, że po odłożeniu książki śniło mi się , że spadam w jakąś przepaść, ogromną, która wsysa mnie w swoje ciemne czeliści a ja krzyczę i w ostatniej chwili chwytam się liny jak tej zbawiennej poręczy i wyję wniebogłosy, by dane mi było chociaż się obudzić. Dawno mi się takie rzeczy nie zdarzały a wszystko dzięki szczegółowej relacji Czerwińskiej z wyprawy na Broad Peak w 1983 roku, którą opisała w książce Broad Peak ’83 tylko dwie. Ośmiotysięcznik zwany też Falchan Kangri zdobyła razem z Krystyną Palmowską stanowiąc najmniejszą kobiecą wyprawę jaka do tej pory działała w górach najwyższych.
Nie mamy tu ani jednego zbędnego zdania a przeczulona jestem ostatnio na punkcie tak zwanego wodolejstwa, wszystko wyważone, jakby przez sito przesiane. Doskonała literatura.
I sama postawa Anny Czerwińskiej i Krystyny Palmowskiej, które szczyt zdobywają za trzecim razem, ich samozaparcie, siła, zdecydowanie, walka z żywiołem, z pogodą, która bywa dość kapryśną panią. Ich postawa utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że moje pomysły są całkiem na miejscu.
POLECAM
Anna Czerwińska
Można po górach chodzić, można zdobywać szczyty, można z tych wypraw wracać i o nich snuć opowieści, można też o swoich wyczynach górskich pisać książki. Pewnie, że można, wszystko można, sztuka jednak polega na tym, żeby napisać o tym, co się przeżyło w taki sposób, by się chciało tam pojechać a jeszcze lepiej żeby się czuło, że się tam jest i szczyt razem z wyprawą zdobywa. To już zupełnie inna sprawa, to już w moim mniemaniu sztuka i to duża, bo jak ciekawie napisać o trzykrotnej próbie zdobycia szczytu, o tym, że za każdym razem albo wiatr, albo śnieg albo masa innych przeciwności stawała na drodze by dokonać ostatecznego ataku. W jaki sposób przelać na papier przeżycie, którego siła jest tak ogromna, że zostawia ślad do końca życia. Jak to zrobić i w jaki sposób, żeby było ciekawie jak już za pisanie się zabierać.
Ance Czerwińskiej się udało i to jeszcze jak, wystarczy, że po odłożeniu książki śniło mi się , że spadam w jakąś przepaść, ogromną, która wsysa mnie w swoje ciemne czeliści a ja krzyczę i w ostatniej chwili chwytam się liny jak tej zbawiennej poręczy i wyję wniebogłosy, by dane mi było chociaż się obudzić. Dawno mi się takie rzeczy nie zdarzały a wszystko dzięki szczegółowej relacji Czerwińskiej z wyprawy na Broad Peak w 1983 roku, którą opisała w książce Broad Peak ’83 tylko dwie. Ośmiotysięcznik zwany też Falchan Kangri zdobyła razem z Krystyną Palmowską stanowiąc najmniejszą kobiecą wyprawę jaka do tej pory działała w górach najwyższych.
Nie mamy tu ani jednego zbędnego zdania a przeczulona jestem ostatnio na punkcie tak zwanego wodolejstwa, wszystko wyważone, jakby przez sito przesiane. Doskonała literatura.
I sama postawa Anny Czerwińskiej i Krystyny Palmowskiej, które szczyt zdobywają za trzecim razem, ich samozaparcie, siła, zdecydowanie, walka z żywiołem, z pogodą, która bywa dość kapryśną panią. Ich postawa utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że moje pomysły są całkiem na miejscu.
POLECAM





