2008-11-17

0_1_0 Piotr Łazarkiewicz


Na najnowszy film Piotra Łazarkiewicz 0_1_0 biegłam szczęśliwa, że mam bilety.

Nie czytałam wcześniej nic na temat nowego obrazu reżysera, żeby niepotrzebnie nie nastawiać się pozytywnie bądź negatywnie. Jednak, nie dało się nie słyszeć słów zachwytu.

Po seansie zastanawiałam się po co tak szybko biegłam, właściwie spokojnie mogłam zostać w domu i zrobić tysiąc ciekawszych rzeczy. Byłam jednak, widziałam i się nie zachwyciłam, czułam jedynie niedosyt i poczucie straconego czasu.

Siedem etiud przedstawiających młodych ludzi, którym przyglądamy się w momencie największej życiowej burzy, czy jak kto woli będących na życiowym zakręcie. Akcja obejmuje jeden dzień z ich życia. Poznajemy męża na wózku (Brzeziński) zazdrosnego o swoją żonę (Buczkowska), narkomana (Toczek), któremu siostra kupuje kolejne działki, bizneswoman (Popławska), która lubi ostry seks i zamawia sobie call-boya (Ligienza), młodą matkę (Seweryn), która dowiaduje się, że jej chłopak był kiedyś kobietą, młodego chłopaka (Mohr), który nie potrafi ułożyć sobie życia po tym jak zobaczył wypadek samochodowy i młodego adwokata (Maćkowiak), karierowicza, który ma permanentne kłopoty z rozchwianą emocjonalnie żoną, nie umiejącą poradzić sobie z sukcesem męża.

To młodzi ludzie o różnym wykształceniu, statusie społecznym, pochodzący z różnych środowisk. Czasem mijający się na ulicy.

Reżyser i Krzysztof Bizio scenarzysta próbują pokazać nam pokolenie trzydziestolatków i czyhające na nich niebezpieczeństwa współczesnego świata. Mamy więc raniących się bezustannie ludzi, ich kłótnie, burze, po których nastaje cisza i spokój niewiadomo na jak długo. Alienację, przybieranie form, próbę dostosowania się do narzuconych ról. Ich potyczkom i walce przygląda się tajemniczy nadmorski strażnik. Dopiero wtedy gdy go obserwujemy możemy odczuć samotność bohaterów, ich ból i smutek.

Temat z pewnością cenny, w końcu dotyczący pokolenia, którego jestem uczestnikiem, niestety Łazarkiewicz wykorzystał coś, czego w kinie nie zniosę – teatralność. Taka forma dla mnie w kinie jest niedopuszczalna. Gra aktorów zbyt ekspresyjna do tego stopnia, że gry Julii Kijowskiej nie mogłam znieść, i gdyby nie uratował tej sceny Rafał Maćkowiak wyszłabym z kina. Gdybym to samo zobaczyła w teatrze pewnie bym biła brawo, niestety w kinie coś takiego mnie mierzi i razi. Film duszny, pozostawiający z poczuciem niedosytu, wrażenia nijakości i wielkiego znaku zapytania.

Wychodzę z kina i złoszczę się, zaczynam gestykulować gdy dzielę się wrażeniami. Uspakajam nerwy. W końcu wyrzucam z siebie irytację, bo przecież zaliczam się do tego pokolenia a nie odnalazłam się w tym filmie. Wywołał we mnie więcej niechęci niż radości, przesadna teatralność zabiła ciekawy temat i w zasadzie nie trzeba było biec na film tylko spokojnie zostać w domu.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

PO obejrzeniu filmu czułam się okradziona z czasu. Nie podobał mi się. Znam innych trzydziestolatków. Tych przedstawionych w filmie, nigdy nie poznałam. Na szczęście!
tereska

Mary pisze...

a tak zachwalała go ostatnio pani Torbicka w Kocham Kino. Była rozmowa z Rafałem Mohr'em. I wydawałoby sie ze to będzie jeden zlepszych filmów. Ze młodzi aktorzy i fajny temat.
No najwidoczniej przerost formy nad trescią, ale nie wiem, nie widziałam jeszcze.