2010-08-24

Praga w prezencie urodzinowym

Lunatyczny przewodnik po Pradze

Jestem po lekturze książki Gottland Mariusza Szczygła a przed lekturą Lunatycznego przewodnika po Pradze Premysla Ruta. Staram się na nowo oswoić Hrabala i tym razem zaczynam swoją z Nim przygodę od Postrzyżyn za namową T, która widziała moje zmagania ze Zbyt głośną samotnością.
Taki zestaw lektur wybieram nie bez przyczyny, bowiem już pojutrze jadę do Pragi, tego miasta, do którego przyciąga mnie wielka niewiadoma.
Nie zamierzam przemierzać szlaków wydeptanych przez turystów. Mam natomiast ochotę w tym mieście się zagubić, pobłądzić, zbudzić o 4 nad ranem i pójśc nad Wełtawę, mostem niekoniecznie Karola przechadzać się leniwie o godzinie, która swym obliczem odstraszy tłumy turystów.
tak, chcę się po raz pierwszy w mieście zagubić... 



9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Udanego wyjazdu :-) Baw się dobrze.
tereska

Matylda_ab pisze...

A zatem, zatrać się z tej Pradze, ale tak nie do końca! :)

Izabela pisze...

dziękuję!

Lilithin pisze...

"Lunatyczny przewodnik" - brzmi intrygująco. Miłego wyjazdu i gubienia się w praskich uliczkach.

Izabela pisze...

no właśnie bardzo intrygująco. Wczoraj zobaczyłam książkę i samo wydanie mnie zachwyciło, ale treść poznam dopiero w Pradze.
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

No to prezent ode mnie, kawałek tekstu o tym Przewodniku, który napisałem:

Jest takie nieznośne miejsce w Pradze, gdzie dopada mnie stan, który jedna pani nazwała homofobią. „Jak tylko znajdę się w grupie, proszę pana, większej niż trzy osoby, czuję homofobię tak, że od razu od całego naszego gatunku robi mi się duszno. Gdyby człowiek nie był na poziomie i jakoś wykształcony, to by uciekł, ale nie daję po sobie niczego poznać”.
Mnie od gatunku robi się duszno, kiedy pod ratuszem na Placu Staromiejskim w Pradze, bez względu na porę roku i dnia, stoi kilkaset osób, które krzyczą do siebie w wielu językach, bo za chwilę wybije zegar z XV wieku, z którego wyjrzy 12 drewnianych apostołów, a ja muszę tamtędy przejść.
Nigdy mi nie przyszło do głowy, jak mogą się czuć ci apostołowie. I czy ich też dopada jakaś niechęć do homo. O ich dylematach dowiedziałem się zupełnie niedawno.
Św. Andrzej stwierdził, że ma tego powyżej uszu. – Robimy z siebie pajaców – zaczął – najpierw każemy na siebie godzinę czekać, potem z błazeńskim pobrzękiwaniem ukazujemy się w oknie, żeby ludzie mogli sobie nas obfotografować. Poparł go Tomasz, bo można nawrócić na wiarę cały świat – powiedział – nawet kiedy ten świat was przekrzykuje, ale jest to niemożliwe, kiedy traktuje się was jako zjawisko z dziedziny kultury.
Apostołowie rozpoczęli głosowanie, kto jest za tym, aby opuścili zegar, ale – niestety – nie mogli się policzyć, bo w środku jest ciemno. Św. Jan, ulubieniec Pana, aby ratować status quo, przekonał ich jednak, że to nie święci podskakują z radością na wybicie zegara, nie święci biorą dzieci na ramiona, nie święci kłócą się o baterię w aparacie. – Przecież to oni, nie my – dowodził Jan – popisują się przed nami dla naszej rozrywki. Nie byłoby mądre, gdybyśmy pozbawili się tego przedstawienia.
I tak Pražský orloj od 600 lat co godzinę wypuszcza apostołów, żeby nabrali świeżego powietrza. Przeczytałem o tym wszystkim w czeskiej książce, która wyszła niedawno w Polsce i która jest piękna.
Kiedy ją zobaczyłem na półce, nie mogłem uwierzyć. Polskie księgarnie nie sprawiają mi tej przyjemności, co francuskie, gdzie wchodzę na długo, mimo że nie znam języka, żeby poobcować z pięknymi przedmiotami.
„Lunatyczny przewodnika…” – to zbiór apokryfów czeskiego reżysera teatralnego i eseisty (w szkole teatralnej wykłada filozofię szlagieru), który obdarzył 31 praskich domów, knajp, rzeźb czy miejsc nowymi legendami, pełnych kulturowych aluzji. Do tego dopisał „Przewodnik do lunatycznego przewodnika”, który może być pomocny turystom. Do tego – specjalnie do polskiego wydania powstały czarno-białe zdjęcia różnych praskich detali. Całość, na pięknym twardym papierze, w czerni i bieli, oszczędna graficznie – słowem lunatyczna nowocześnie – przełożona przez jedną z najlepszych naszych tłumaczek z czeskiego, Dorotę Dobrew.

Pzdr. Mariusz Szczygieł

PrzyAromacieKawy pisze...

A co w tym złego, że ludzie piękno podziwiają? Jeśli jest coś opisywane w tylu przewodnikach i pięknych książkach i skoro stajemy się coraz bardziej mobilni, to chcemy te cuda z przeszłości zobaczyć na własne oczy:)Najważniejsze tylko, żeby podczas tych podróży zachować dużą kulturę i zdawać sobie sprawę, że są jeszcze inni podziwiający:) Miłej podróży:) Pozdrawiam!

Izabela pisze...

Panie Mariuszu,
nie mogłam sobie wyobrazić takiego prezentu. Dziękuję! Tekst od Pana czytam już piaty raz a dzień się jeszcze nie skończył:)
Przewodnik do lunatycznego przewodnika też zacznę szukać i mam nadzieję, że szybko znajdę.
Przyjemne to uczucie gdy polskie księgarnie też czasem sprawią przyjemność, choć wiem, że tych przyjemności jest zdecydowanie za mało.
Pozdrawiam
Izabela

Izabela pisze...

PrzyAromacieKawy
nie ma nic złego w tym, że ludzie chcą zwiedzać, oglądać, zachwycać się i fotografować.
Ja tylko mam ochotę się zapomnieć w tym mieście i odrobinę samą siebie zaskoczyć:)
Pozdrawiam