26 lipiec 2009

Czerwcowe radości - Wojart

Czerwiec choć już nieco odległy upłynął mi pod znakiem radości i śmiechu właściwie można powiedzieć, że zupełnie niespodziewanego i zaskakującego.
Dwa wieczory wystarczyły bym całkowicie zapomniała o rzeczywistości i oddała się bez reszty czystej radości.
To wszystko dzięki Agencji Artystycznej Wojart i Pani Agnieszce, dzięki której możemy w Poznaniu oglądać spektakle Kobieta Pierwotna oraz Goło i wesoło.
Jestem przekonana, że kolejne spektakle, które już we wrześniu będą równie udane.
Wszelkich szczegółów dotyczących przedstawień wrześniowych możecie szukać na stronie
Agencji Artystycznej Wojart.
POLECAM

Goło i wesoło Arkadiusz Jakubik



Komedia Goło i wesoło (Ladies’Night)Stephena Sinclaira i Anthony'ego McCartena znana jest na całym świecie. Polska publiczność ma okazję oglądać spektakl dzięki Arkadiuszowi Jakubikowi, który spektakl wyreżyserował.
Akcja komedii rozgrywa się w Tomaszowie Mazowieckim. Kilku bezrobotnych mężczyzn z małej miejscowości swój cenny czas spędza na ławce i toczy dysputy o życiu. Każdy na swój sposób próbuje sobie wytłumaczyć brak pracy, perspektyw, opowiadają sobie, co nowego wydarzyło się w ich życiu, często przy napojach wysokoprocentowych. Jednego dnia zupełnie przypadkiem obserwują striptiz w pobliskim klubie Eden i wpadają na pomysł by założyć męską grupę striptizerów, w której to grupie oni będą gwiazdami. Początkowo pomysł wydaje się kompletnie niemożliwy z racji aparycji owych panów, jednak z czasem przeważa szalę chęć zarobienia pieniędzy i udowodnienia sobie i innym, że też się do czegoś nadają. Zawsze to lepsze niż siedzenie na ławce i popijanie wyskokowych napojów.
Od tego momentu rozpoczyna się istny szał i owacje publiczności na stojąco. Trudno się dziwić. Napalone Nosorożce, bo tak nazwali swoją grupę, przeistaczają się z nieśmiałych i zakompleksionych osobników w przystojniaków świadomych swych ciał. Choć początki bywają trudne, panowie nie załamują się i brną w zaparte. Ich menager wynajmuje byłą tancerkę Wandę - w tej roli Olga Borys - by ta nauczyła ich kilku niezbędnych dla profesjonalnych striptizerów układów a przy okazji dodała im odwagi przed publicznością.
I tak Tomasz Sapryk z minuty na minutę staje się bożyszcze kobiet z lat siedemdziesiątych. Andrzej Andrzejewski, z niskiego, niepozornego chłopca przeistacza się w Michaela Jacksona brawurowo wykonując utwór I am bad. Jacek Lenartowicz chowa kompleksy do kieszeni, przestaje słuchać mamusi i proboszcza by przez chwilę być mechanikiem, na którego widok kobiety szaleją i krzyczą. Paweł Królikowski, który początkowo był jedynie pomysłodawcą całego przedsięwzięcia dał się namówić i również wystąpił przed publicznością jako policjant udowadniając, że nawet kilka kilogramów więcej może być całkiem seksowne. I wreszcie Radek Pazura, którego skłonności do tej samej płci pozwoliły mu na ułamek sekundy stać się gwiazdą wieczoru w nieco odmiennej scenerii.

W czasie przemiany bohaterów obserwujemy normalnych mężczyzn czasem z bagażem nieprzyjemnych życiowych sytuacji, które zmuszają ich do decyzji niekoniecznie słusznych.
Przezwyciężają jednak swoje kompleksy, przestają słuchać negatywnych opinii pod swoim adresem i wspierając się nawzajem biorą życie z swoje ręce. Okazują się być fajnymi facetami, z poczuciem humoru, pełnymi energii i wiary we własne możliwości.

Spektakl wieńczy zaskakujący finał. Publiczność nie przestawała klaskać, krzyczeć, gwizdać. Śmiechom nie było końca a i mrowienie w dłoniach od ciągłego klaskania dało się we znaki.
Spektakl doskonały, gra wyśmienita, muszę przyznać, że nie pamiętam już, kiedy tak dobrze się bawiłam. Żałuję, że nie siedziałam w pierwszym rzędzie, że aktorzy nie widzieli w moich oczach podziwu dla ich gry i wysiłku, jaki włożyli w ten spektakl, ale wiem, że owacje na stojąco były dla nich rekompensatą.

Polecam ten spektakl każdemu, na poprawę humoru, na świetną zabawę, doskonały pomysł na wieczór panieński. Ostrzegam, że mięśnie brzucha napracują się bardziej niż na siłowni.


przekład: Lou Rising
reżyseria: Arkadiusz Jakubik

Agencja Artystyczna Wojart

Kobieta Pierwotna Sigitas Parulskis




Czego kobieta może chcieć od mężczyzny? Jakie może stawiać mu pytania, o co prosić, co zarzucać? Stos pytań, na które powstała cała masa odpowiedzi, nie czyni tematu zamkniętym, co więcej ciągle zmusza do analizy i przyglądania mu się z różnych stron.


Odnoszę wrażenie, że kobieta i mężczyzna nie dogadają się nigdy. Nieporozumienia, które pojawiają się między nimi nie pozwalają na dłużej zaznać spokoju. Na dobrą sprawę jedyne, co można by zrobić, to wprowadzić do tego odwiecznego i nurtującego zjawiska odrobinę humoru. Tak też czyni litewski poeta Sigitas Parulskis pisząc sztukę Kobieta Pierwotna. Okazuje się, że relacje między kobietami i mężczyznami stają się doskonałym tematem na komedię.
Kobieta Pierwotna to monodram, który wygłasza Hanna Śleszyńska. Do dyspozycji na scenie ma jedynie wielkie łóżko, kilka strojów do przebrania i wielką wypchaną lalkę – swojego mężczyznę.
Bohaterka poszukuje mężczyzny idealnego, wielokrotnie zadając sobie pytanie czy takie poszukiwania to misja z góry skazana na porażkę? Lekko i luźno przechodzi z tematu na temat, snując rozważania o tym, jakie to trudne zadanie. Opowiada jak spotyka różnych dziwaków, na co jest narażona taka samotna, poszukująca towarzysza kobieta. Wspomina partnerów swojego życia ich wady i zalety. Dochodzi do różnych wniosków, ale najważniejszym staje się być prawda stara jak świat, że z mężczyznami źle, ale bez nich jeszcze gorzej. Kobieta szuka towarzysza życia tak jak mężczyzna będzie szukał towarzyszki doli i niedoli i tak już będzie, świat się będzie zmieniał a ten fakt pozostanie niezmienny.

Aktorka znana i lubiana w zadziwiający sposób potrafi przez 90 minut rozśmieszać i bawić do łez. To prawdziwy talent, utrzymywać publiczność w stanie permanentnego śmiechu. Ani przez chwilę nie pozwoliła widzom się nudzić. Bezustannie nawiązywała dialog z publicznością, przez chwilę nawet zeszła ze sceny by z humorem nawiązać rozmowę z widzem. Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
Sztuka zabawna, pełna akcji i wigoru. Ciekawe, że wszyscy śmialiśmy się do łez, zarówno kobiety doskonale rozumiejące naszą bohaterkę jak i mężczyźni, którzy przez chwilę mogli spojrzeć na samych siebie oczami kobiety będącej głosem nas wszystkich.
To jeden z lepszych spektakli, na jakich byłam, polecam każdemu nie tylko na poprawę humoru, ale także na chwilę zadumy nad złożonością relacji międzyludzkich.


Sigitas Parulskis
reżyseria Arkadiusz Jakubik
adaptacja Cezary Harasimowicz
występuje Hanna Śleszyńska

Agencja Artystyczna Wojart

12 lipiec 2009

Być przez chwilę sobą Philippe Besson



„Razem stajemy się tymi, którymi mieliśmy być, a którymi nigdy nie stalibyśmy się, gdybyśmy byli sami”

Jaką cenę płaci się za bycie sobą? Ile kosztuje prawo do życia według własnych reguł?


Po Bessona sięgam po raz pierwszy. Zupełnie mi obcy, pierwszy, dziewiczy. Cudownie jest go odkrywać, bo to jest odkrywanie, każdym zdaniem pieszczota moich skostniałych, zwartych, ciągle związanych myśli. Chciałam przygodę z nim zacząć od Babiego lata, ale temat, póki co tak bliski, że obawiam się przy lekturze zbyt dużej ilości papierosów o winie nie wspominając. Mogłabym złapać bezsenność jak katar sienny.
Ale do rzeczy. Jesteśmy w Falmouth, niewielkim miasteczku nad brzegiem kanału La Manche. Morze, statki, promy. Szum. Wiatr. Nic w tym mieście się nie zmienia. Stagnacja.
To w Falmouth ziemia się poddaje. Spadając pionowo ze skalistego wybrzeża, wspomina bohater Thomas Sheppard. Człowiek, którego, historię poznajemy stopniowo, odkrywamy jego tajemnice. Powoli szperamy w umyśle człowieka, który popełnił błąd. Poznajemy człowieka osaczonego przez sytuacje i ludzi, obwinianego za brak łez, za chwilę nieuwagi. Poznajemy go na tyle na ile on sam nam na to pozwala. Wiemy, że wraca do swojego miasta udręczony, po tym jak spędził lata w więzieniu. Czujemy wraz z nim brak sympatii mieszkańców Falmouth, próbę wykluczenia go ze społeczności.

Thomas snuje swoją opowieść przy filiżance herbaty, którą parzy mu Radżiv, Pakistańczyk prowadzący sklep z żywnością w Falmouth. Próbuje porównać swoje wykluczenie do wykluczenia tych, którzy są na nie skazani ze względu na swoje pochodzenie, pogodzeni z taką sytuacją. W mieście o ograniczonych umysłach mieszkańców nic nie jest proste dla tych, którzy są inni, popełnili błąd, pozwolili sobie na chwilę bycia sobą. Z każdym zdaniem bohater staje mi się bliższy, jestem w stanie zrozumieć jego postępowanie, wniknąć w jego historię.
W samotnym życiu Thomasa pojawia się również Betty, której obecność mogłaby być szansą na powrót do normalnego życia. To jednak, co dla innych jest normalnym życiem, nie ma już dla Thomasa takiego znaczenia, z pewnością nie po tym, co przeszedł.

Dla mnie ta książka jest wyjątkowa, przede wszystkim za język, którego Besson używa. Pourywane, krótkie zdania. Po kilku stronach wiedziałam już, że oto książka, która jest mi bliska. To jest to, co ja w literaturze lubię najbardziej. Poruszenie. Czy chcę czy nie chcę jestem zmuszona do myślenia. Nie pozostawia mnie obojętną. Daje szansę na te chwile, które tak lubię, chwile całkowitego oderwania od rzeczywistości.

Jaką cenę za bycie sobą trzeba zapłacić? Ile kosztuje prawo do życia według własnych reguł?
Każdą, nawet cenę wykluczenia i samotności. Zostawić za sobą, zamknąć drzwi, stanąć twarzą w twarz z samym sobą i BYĆ!!!

Życie Thomasa jest oczekiwaniem na chwilę, która musi nadejść. On to wie i Luke to wie.
I tak tajemniczo zakończę…

07 lipiec 2009

festiwal Animator 2009

Nic dodać nic ująć, dzieje się w tym mieście

Festiwal Animator

zaraz po lewej stronie animacja Michał Socha, muzyka Marcin Piątyszek

bravo panowie a Marcinowi osobiście złożę gratulację:-)

05 lipiec 2009

Coco Chanel

Dzięki tej kobiecie mogę zakładać dzisiaj spodnie czy wiecznie modna małą czarną....



Dzięki tej kobiecie miałam wspaniały sobotni wieczór. Na taką twarz mogłabym patrzeć godzinami



o filmie za chwilę.....