2009-05-31

a w Warszawie było tak

W ubiegłą sobotę wybrałam się na Międzynarodowe Targi Książki do Warszawy. Wyjazd na tyle spontaniczny, że jeszcze w piątek rano o nim nie wiedziałam. Moje nazwijmy to hucznie plany życiowe z książką wiążą się bardzo, dlatego postanowiłam długo nie dać się namawiać i o 6 rano już jechałam do stolicy. Takiego nagromadzenia dobrej książki i ich autorów nie mogłam przeoczyć.
Zdjęcia z nimi pozostawiam dla siebie, dzielę się natomiast Warszawą rozmoczoną, zroszoną i szarą.





2009-05-27

księgarniano z Rzymu

trochę kultury w Rzymie...
cudownie jest móc wejść do księgarń włoskich i rozumieć, pytać, rozmawiać...
moje po Rzymie nazwijmy to spacerowanie, głównie na wizytach w księgarniach polegało a to z przyczyn znanych póki co tylko niewielkiej grupie osób.
Ślę zatem kilka fotografii miejsc, które jakoś mnie do siebie przyciągają...












a tutaj to była wprost uczta dla duszy i oka...



i trochę polskiego akcentu


Ryszard Kapuściński i Marek Krajewski



jedną z rzeczy, która mnie urzekła w Rzymie to otwarte księgarnie grubo po 24. Fakt, że mieszkałam w dzielnicy studenckiej tak to nazwijmy, więc prawdziwie soczyste życie zaczynało się tam właśnie o tej porze, ale byłam zdziwiona Włochów pędem do wymiany zdań wysokich o tej godzinie w księgarniach właśnie.

2009-05-24

Montedidio Erri De Luca









W Montedidio (Góra Pana) biednej dzielnicy Neapolu, trzynastoletni chłopiec spisuje na rolce papieru wydarzenia swojego życia. Opisuje jak każdego dnia wyrusza do pracy, w której pod okiem mistrza Errica uczy się heblować drewno. Zaprzyjaźnia się z garbatym szewcem Rafaniello, który marzy by wrócić w swoje rodzinne strony do Jerozolimy i któremu wyrastają z garbu skrzydła. Opisuje jak spotyka się ze swoją koleżanką Marią i jak doświadcza pierwszych uniesień i fali gorąca przebywając w jej towarzystwie. Skrępowany i zawstydzony powoli uczy się miłości. Obserwuje jak z dnia na dzień gaśnie jego ojciec, który nie może pogodzić się z chorobą swojej żony. Przelewa na papier historię swoich rodziców i ich miłości większej i silniejszej niż wojna, bo nawet ta, nie mogła ich rozdzielić. By zapomnieć o troskach i odetchnąć od rozpędzonej maszyny życia, ucieka na wzgórze by ćwiczyć swoje mięśnie wyrzucając „na niby” bumerang, który otrzymał od ojca.
To leniwe życie, dzień za dniem, gdzie słońce wschodzi i zachodzi codziennie tak samo, zostało opisane przez bohatera tak, że codzienność urosła do rozmiarów niewyobrażalnych. Codzienność jest tu kwintesencją, wydarzeniem zasługującym na niejedną chwilę uwagi. To co ważne odbywa się właśnie wtedy, nie ma niczego pomiędzy wszystko jest codziennością.

To magiczna książka, która pozwala na ułamek sekundy przenieść się w świat włoskich portów, smaku oliwek, włoskiego gwaru na targach, podnieść głowę by zobaczyć sznury wiszącej bielizny, powiewające na wietrze jak flagi. Te wszystkie odgłosy są tak intensywnie opisane, że niemal odczuwalne. Przy użyciu prostych, codziennych wyrażeń, krótkich zdań, narrator oddał klimat tego niezwykłego miejsca, jakim musi być Montedidio.
W całym natłoku zdań zbędnych, które docierają do nas, wręcz zalewają nas z każdej strony, otwierasz książkę Erri de Luca i nie znajdziesz ani jednego zbędnego słowa. Jakby czyścił każde zdanie i pozbawiał je sentymentalnych zwrotów. Kolejny dowód na to, że to, co jest najważniejsze wyraża się prostym językiem, a to, co najważniejsze dzieje się każdego dnia i każda historia jest warta spisania.

Dla mnie to pozycja szczególna i wcale nie dlatego, że włoska, choć i to ma dla mnie duże znaczenie. Miałam okazję ponownie znaleźć się tam, gdzie lubię być, gdzie zbieram energię i z każdym oddechem czuję jak ona rozchodzi się po całym ciele. Książki Erri de Luca widziałam w Rzymie i wiem, że kolejną przeczytam już w oryginale, no i wiem gdzie zaplanuję kolejną wizytę w Italii.

DOSKONAłA

2009-05-10

rzymskie wakacje, pracą zabarwiane

Krótki wyjazd a przygotowań tak wiele.
Przed podróżą do Rzymu postanowiłam poszperać trochę na półkach z współczesną literaturą włoskich pisarzy.
Sięgnęłam po doskonałą Mariolinę Venezię i jej książkę Mille anni che sto qui ( Jestem tu od wieków) oraz po Mal di Pietre (Ból kamieni) Mileny Agus.


Być po może po przyjeździe pojawi się na ich temat kilka zdań.
Tymczasem pakuje walizkę i lecę tam gdzie mówią najpiękniejszym językiem świata, na ziemię, którą tak ukochałam, do przyjaciół, do słońca, do wrażeń, do uśmiechów.
Zabieram w podróż tylko jedną książkę, która narobiła bałaganu w mojej głowie o który głośno prosiłam. Jest już dla mnie tak ważna, że postanowiłam przeczytać ją jeszcze raz siedząc gdzieś w Rzymie.

Malutka Czarownica Otfried Preussler








Była sobie Malutka Czarownica, która miała tylko 127 lat, a to, jak na czarownicę, jest naprawdę bardzo mało.

Była młodziutką obiecującą czarownicą, ciągle czytającą swoją Księgę Czarów.

Malutka Czarownica miała swojego ukochanego przyjaciela czarnego kruka Abraksasa, który potrafił mówić i najbardziej lubił gdy Malutka Czarownica czarowała. Nasza mała bohaterka za wszelką cenę chciała zostać zaproszona na tańce dorosłych czarownic. Nie spodobało się to jednak złym czarownicom, dlatego postanowiły ją ukarać. Kazały także przygotować się do ważnego egzaminu na prawdziwą czarownicę. Od tej pory życie Malutkiej Czarownicy to pasmo małych sukcesów w byciu dobrą czarownicą. Nie nauczyłaby się jednak być dobrą, gdyby nie dobre rady Abraksasa. Jeśli chcecie wiedzieć jak zakończyła się historia Malutkiej Czarownicy i czy udowodniła złym ciotkom, że warto postępować dobrze, musicie sięgnąć po książkę Malutka Czarownica Otfrieda Preusslera.

Otfried Preussler (ur. 1923) - niemiecki pisarz zaliczany do najwybitniejszych i najpopularniejszych autorów literatury dziecięcej niemieckiego obszaru językowego. Napisał 32 książki, które przetłumaczono na 55 języków i uhonorowano licznymi prestiżowymi nagrodami.

Danuta Konwicka (1930 -1999) - graficzka i ilustratorka. Absolwentka Wydziału Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Współpracowała z czasopismami dla dzieci i młodzieży ('Świerszczyk', 'Miś'), tygodnikami literackimi i magazynami satyrycznymi ('Szpilki'). Zilustrowała ponad dwadzieścia książek dla dzieci.


Wydawnictwo Dwie Siostry


2009-05-09

Tatarak Andrzej Wajda



To jeden z najdziwniejszych filmów, jakie widziałam w życiu…

Myślę, że to jest film niespodziewany. Nikt się nie spodziewa, że zobaczy coś takiego. To jest film zdumiewający…

Krystyna Janda

Film rozpoczyna się sceną, gdy Krystyna Janda czyta Andrzejowi Wajdzie fragment opowiadania Iwaszkiewicza Tatarak. Dotyka roślinę, wącha ją, łamie, oboje są skupieni na tekście. Za chwilę stajemy się świadkami historii Pani Marty (Krystyna Janda) – doktorowej z opowiadania Iwaszkiewicza. Śledzimy jej losy, podglądamy jej życie, jej ból i cierpienie po stracie swoich synów, oddalenie od męża (Jan Englert), fascynację młodym chłopakiem Bogusiem (Szajda). Co jakiś czas historię przerywają sceny z zupełnie innego świata, świata rzeczywistego, w którym Krystyna Janda jest sobą i w ciemnym pokoju wygłasza monolog o chorobie i śmierci swojego męża Edwarda Kłosińskiego.

Na potrzeby filmu, w wyniku długotrwałych rozmów z reżyserem i operatorem Pawłem Edelmanem, aktorka zdecydowała się oddać temu filmowi własną historię. Jej monolog jest przeszywający, bolesny i szczery. Tekst jest jak najbardziej osobisty, ale jest ciągle tekstem napisanym przez artystkę, ubranym w odpowiednią formę.

Marta Iwaszkiewicza, zachowuje się tak, jakby jej życie nie miało już sensu. Śmiertelnie chora, smutna, ciągle zamyślona, oddalona od rzeczywistości. Przypadkiem spotka młodego chłopaka Bogusia, którego obecność zaczyna przywracać jej trochę życia. Widzimy jak się uśmiecha, jak w jego towarzystwie promienieje, pozwala sobie nawet na odrobinę szaleństwa i umawia się z chłopakiem nad rzeką by razem popływać.

Krystyna Janda i jej monolog, intymna spowiedź, z której dowiadujemy się jak umierał jej mąż Edward Kłosiński. Jej szczere słowa opisujące dokładnie, krok po kroku walkę ze śmiercią, wsparcie, brak zgody na wyrok.

I znowu Marta, Boguś, ich pocałunek, rzeka i ponownie śmierć. Towarzyszymy Marcie w walce ze śmiercią by za chwilę podążyć za nią ze świata fikcji Iwaszkiewicza do realnego świata, w którym staję się artystką, ucieka z planu, wsiada do samochodu i odjeżdża.

Ciemny pokój, gdzie Krystyna Janda opowiada między innymi o tym, jak w dniu śmierci swojego męża pojechała do teatru i wyszła na scenę by zagrać. Pyta samą siebie jak mogłam wtedy grać?

Mamy tu mozaikę, fikcyjnej opowieści, prawdziwego życia i próbę zlepienia wszystkiego w całość. Czym jest sztuka, literatura, kino? Wdzieramy się na plan filmu by zaraz stać się świadkami historii Marty i jednocześnie przeżywać dramat wygłoszony przez Krystynę Jandę – kobietę, człowieka, artystkę.

Film jest eksperymentem, za który dałabym najwyższe nagrody. Jest doskonały w odbiorze, zmuszający do zastanowienia, refleksji. Cieszę się, że takie filmy powstają, że raz na jakiś czas pojawia się na ekranach film, by przypomnieć, że obok fikcji, sztuki dzieje się jeszcze coś bardzo ważnego – nasze życie, które zawsze będzie od sztuki cenniejsze.


Pojawiła się również książka, która jest swego rodzaju zbiorem doświadczeń artystów podczas pracy nad filmem. Książka zawiera opowiadanie Iwaszkiewicza, wywiad z Andrzejem Wajdą, Krystyną Jandą i Marią Iwaszkiewicz - córką Jarosława Iwaszkiewicza. Dodatkowo przepiękne ilustracje autorstwa Piotra Bujnowicza. Nie sposób nie sięgnąć po książkę zaraz po wyjściu z kina.