2008-10-30

Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego



Lubię niespodzianki a taką jest dla mnie książka, Sentymentalny portret Ryszarda Kapuścińskiego. Wydawnictwo Literackie miło mnie zaskoczyło.

Przyznam szczerze, że wszelkie wspomnienia czy próby podsumowania czyjegoś życia zaraz po jego śmierci nie wzruszają mnie i specjalnie nie są mi bliskie. Do tej pory nie przeczytałam jeszcze książki Krzysztofa Mroziewicza Prawdy ostateczne Ryszarda Kapuścińskiego, choć zakupiłam ją zaraz jak tylko się pojawiła. Tym razem jednak nie mogłam usiedzieć w pracy taka byłam podekscytowana niespodzianką w torbie. Być może dlatego, że to wspomnienia Jarosława Mikołajewskiego poety, tłumacza literatury włoskiej, dziennikarza i dyrektora Instytutu Polskiego w Rzymie, do których dołączone zostało specjalne słowo wstępne żony Kapuścińskiego. W książce znajduje się mnóstwo zdjęć, które oglądam bez przerwy. Zdjęcia jego pracowni, w której spędzał dużo czasu pochylając się nam kolejnymi doskonałymi książkami, stosy książek, które piętrzą się aż do sufitu, fotel, na którym siedział, zdjęcie długopisów, które kolekcjonował, widok z okna z którego spoglądał. Dla mnie te zdjęcia mają ogromne znaczenie. Odkąd pamiętam zawsze byłam ciekawa miejsc i przedmiotów, którymi moi mistrzowie się otaczali, w jaki sposób projektują miejsce gdzie tworzą i gdzie zatrzymuje się czas, na co spoglądają podczas pisania. Jak wyglądają ich biurka, co się na nich znajduję, czy panuje chaos, czy porządek.

Trzymam w rękach książkę, która jest dla mnie niezwykłym wydarzeniem.

2008-10-24

Senność Wojciech Kuczok



Dzięki bogu istnieją książki, które są w stanie przetrzeć mi oczy.

Przypomnieć, że na wszystko jest czas i miejsce i, że tylko ode mnie zależy czy szansę na życie piękne i twórcze wykorzystam czy zmarnuję.

Tak to już w życiu bywa, że nie zawsze nas rozpieszcza, a my każdego dnia, choć nie koniecznie z sytuacji swej życiowej zadowoleni, odgrywamy ciągle ten sam scenariusz, zniechęcenia i rozgoryczenia.

Możemy być ze swojego życia zadowoleni, możemy starać się by każdy dzień był inny, możemy na głowie stawać by na życie patrzeć z innej perspektywy. Co jakiś czas jednak znowu wpadamy w utarte koleiny życiowego niezadowolenia. Obracamy się dokoła siebie i zauważamy, że tkwimy w czymś, co jest chore, że z czegoś jesteśmy niezadowoleni, że coś nas uwiera i nie pozwala cieszyć się chwilą.

Trójka bohaterów Senności Wojciecha Kuczoka też doszła do takich samych wniosków.

Róża, Adam i Robert, młodzi, piękni i zdolni a jednak żyjący w letargu, pogrążeni we śnie jakim jest ich własne życie.

Róża to młoda i zdolna aktorka, uwielbiana przez publiczność do czasu, gdy nie wyszła za swojego Pana Męża poukładanego analityka, bankowca, który obliczył jak bardzo potrzebna mu żona właśnie taka jak Róża. Ta jednak zakochuje się w Panu Mężu tak głęboko, że zaczyna cierpieć na narkolepsję.

Adam młody lekarz, postanawia po studiach zostać w mieście ku niezadowoleniu swoich rodziców, znajduje obskurne mieszkanie w jednej z gorszych dzielnic miasta. W międzyczasie poznaje Pięknisia, dzięki któremu odkrywa gdzie od tej pory chce lokować swoje uczucia. Zakochany w Pięknisiu nie dostrzega nędzy miejsca, w którym mieszka.

Robert młody, obiecujący pisarz z małym dorobkiem od jakiegoś czasu nie mający weny twórczej ku rozpaczy swej żony i swoich Teściów. Spędza dnie w archiwum, mieszczącym się w suterenie gmachu biblioteki sądowej, gdzie prace znalazł mu Teść, by ten mógł w ciszy i spokoju zacząć pisać nową książkę. Robert jednak w tym czasie zajmuję się czymś zupełnie innym, nie mającym nic wspólnego z tworzeniem.

Trójka bohaterów, która przesypia swoje życie. Zaplątuje się w pajęczynę, z której nie potrafi się wyplątać.

Nie jest to jednak książka tylko o przesypianiu swojego życia. Sam Kuczok mówi, że to bardziej książka o tym, że ludzie ci mają świadomość, że pozwolili sobie na tak głęboki sen i nie mogą się z niego obudzić. Powtarzają sobie, że coś musi się zmienić, że zrobią ten ważny krok jutro, pojutrze, może za tydzień, może za rok. Odkładają decyzję o innym bardziej świadomym życiu na później a później czasem okazuje się brutalne a czasem nie ma już żadnego później. W którymś momencie jest już za późno na później. Bohaterowie Kuczoka postanawiają jednak zmienić sytuację, w której się znaleźli. Po omacku, zupełnie bez planu, bez pomysłu. I w tym tkwi ich siła.

Jedna z ciekawszych książek, jakie przeczytałam ostatnio, w dużej mierze to zasługa stylu Kuczoka. Dosadny, surowy jednak w płaszczu zdań skonstruowanych dobrze. To się czyta jednym tchem, a ja z zazdrością i radością połykałam kolejne zdania, będące stylistycznym kunsztem.

Nie byłabym sobą gdybym nie wybrała się na spotkanie z Wojciechem Kuczokiem w ramach spotkań Pora Prozy. Siedziałam oczarowana i wsłuchana. Bo wierzcie mi mogłabym go słuchać godzinami. Mówi tak, jak pisze. Każde zdanie wyważone, przemyślane. Do tego skromny bez zbędnej egzaltacji, która mnie mierzi. Przeczytał nam swoje opowiadanie, które jest częścią całości, która ukarze się wiosną przyszłego roku. I czytał tak, że rozbawił nas wszystkich.

Ten wieczór miał dla mnie bardzo duże znaczenie. Obudził uśpioną fascynację, stał się początkiem mych myśli biegnących do miejsc szczególnych, o których zapomniałam, pozwoliłam sobie na zapomnienie. Czas zatem, świadoma swego snu z niego się przebudzić.

Książka powstała na podstawie scenariusza do filmu Magdaleny Piekorz pod tym samym tytułem.

2008-10-22

Lektor Bernhard Schlink



Lubię książki, nad którymi trzeba się pochylić, które wywołują emocje silniejsze niż mogłoby się wydawać, że książka może wywołać. Lektor Bernarda Schlinka to jest właśnie taka książka. Mocna, i surowa. Zadająca pytania, na które ja, przedstawiciel młodego pokolenia nie znam odpowiedzi a jedynie mogę się domyślać, jaka być powinna.

Młody piętnastoletni chłopak zakochuje się w starszej od siebie o dwadzieścia lat kobiecie. Romans Hanny i Michaela to poznawanie nieznanego. Dla niego Hanna jest ideałem, który stąpa po ziemi, chłonie każdy jej gest, łaknie jej słów, obwąchuje niczym zwierze, którym staje się na te krótkie chwile spędzone w jej mieszkaniu, zapominając o bożym świecie. Uczy się i poznaje kobiece ciało.

Śmiem przypuszczać, choć na ten temat nie ma wzmianki, że i dla niej romans z piętnastoletnim chłopcem jest wyjątkowy, nowy, pierwszy. Uczy go dotyku, pokazuje czym jest miłość, co to znaczy kochać.

Spędzają ze sobą większość poza szkolnego czasu, Michael biegnie do swej kochanki prawie codziennie po zajęciach w szkole, podciąga się w nauce na jej prośbę a wręcz rozkaz by podchodził do nauki poważnie, by nie opuszczał przez nią lekcji. Wreszcie w tym czasie bezustannych schadzek on czyta jej powieści i opowiadania, które ona chłonie i błaga go o nowe.

Któregoś dnia Hanny nie ma w domu. I minie wiele lat zanim zobaczą się ponownie. Tym razem w innych okolicznościach, spoglądający na siebie z innych miejsc sali sądowej. On student prawa, ona strażniczka pełniąca w czasie II wojny światowej służbę w obozie koncentracyjnym pod Krakowem. Spotkanie skłania go do refleksji na tematy zamknięte, zmusza do zadania pytań pokoleniu swoich rodziców i swoim rówieśnikom także, czym jest wina i ile jest jej w młodych. Jaki ciężar muszą dźwigać na swoich barkach za zbrodnie najbliższych?

Pięknie napisana historia, gdzie młodzieńcza miłość okaże się zalążkiem do głębszych refleksji. Walki młodego bohatera z samym z sobą, zadającego sobie pytania, kim jestem by osądzać? I z drugiej strony, mam prawo, powinienem dociekać prawdy i wymierzać karę.

(…) Niezależnie od tego czy pod względem moralnym i prawnym zbiorowa wina istnieje, czy nie – dla studentów mojego pokolenia była ona przeżytą rzeczywistością (...)Wskazywanie winnych palcem nie uwalniało od wstydu. Pozwalało jednak przezwyciężyć cierpienie z jego powodu. Bierne cierpienie wywołane wstydem przemieniało w energię, aktywność, agresję. A rozrachunek z rodzicami, na których ciążyła wina, był w szczególny sposób naładowany energią.(…)

(…) Zadaje sobie przy tym pytanie: co właściwie miało i ma począć moje pokolenie, pokolenie tych którzy przyszli później na świat, z informacjami o potwornościach zagłady Żydów? (…) Czy mamy jedynie zamilknąć z przerażenia, wstydu i poczucia winy? Czemu miałoby to służyć?

To jedna z tych książek, w której akcja zmienia się wraz z przerzuconą kartką. Głęboki i wymagający temat podany w mistrzowski sposób.

2008-10-18

Biegnij Ann Patchett


Zawsze zastanawiałam się do czego człowiek jest zdolny, jak daleko potrafi przekroczyć swoje granice w imię miłości. Ile jest w stanie poświęcić by uchronić swoją rodzinę, jak musi boleć strata w słusznej sprawie.

Do postawienia sobie ponownie takich pytań zmusiła mnie lektura książki Biegnij Ann Patchett. Każda kolejna przeczytana strona zmuszała mnie do refleksji nad sensem postępowania człowieka w sytuacji zdawałoby się bez wyjścia. I po raz kolejny doświadczałam zaiste przepięknego uczucia, że każdy nasz krok, jest sensowny i prowadzi do zrozumiałego finału.

Historia Doyla byłego burmistrza Bostonu, jego starszego syna Sullivana, i jego dwóch czarnoskórych adoptowanych synów rozgrywa się w przeciągu jednego weekendu. Tip jeden z synów Doyla nie zauważa w zaspie śnieżnej jadącego samochodu, wchodzi na ulicę i nagle czuje przeszywający ból. W ostatniej chwili odpycha go kobieta, która sama zostaje potrącona przez samochód. Młody Tip ma tylko złamaną nogę. Kim jest kobieta, która znalazła się nagle obok Tipa, kim jest jej córeczka Kenia, która, nic nie rozumie oprócz tego, że jej mama bardzo chciała być blisko Tipa. Odkąd pamięta zawsze chciała być blisko Tipa i jego brata.

Jakie szczelnie zamknięte drzwi otwiera nagłe pojawienie się tych dwóch kobiet w ich niekiedy nudnawym życiu? Czy obecność kobiet zbliży pierworodnego syna Sullivana do reszty rodziny?

Ta książka to stos pytań o to czy i my bylibyśmy zdolni do poświęceń. Czy w imię miłości podjęlibyśmy pewne decyzje, czy oddalibyśmy własne dziecko tylko dlatego by miało w życiu lepiej, by żyło mu się godniej, bo sami nie mamy szans by wykształcić, wychować, dać nadzieję na lepsze jutro.

Stos pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć nie zapominając, że życie czasem brutalnie weryfikuje nasze do niego podejście.

2008-10-13

Zwrotnik Raka





Serdecznie zapraszam Was do uczestnictwa w konferencji pt. Zwrotnik Raka. Epizod IV - Dialogi, która rozpocznie się 18 - go października o godzinie 13.00 w Starym Browarze w Poznaniu.

Celem konferencji jak i kampanii społecznej, prowadzonej pod tym samym tytułem jest promocja psychoonkologii w Polsce czego konsekwencją ma być poprawa jakości życia osób dotkniętych chorobą nowotworową.

Wstępna konferencję jest bezpłatny tak jak pomoc, świadczona w Akademii Walki z Rakiem. Istnieje możliwość zakupu cegiełek na rzecz działań fundacji.

Szczegółowe informacje na temat konferencji dostępne są po adresem:



Zaraz po pracy pobiegnę do Starego Browaru by uczestniczyć w konferencji i by wspierać moje siostry, które zaangażowały się w całe to ogromne przedsięwzięcie.
Podczas spotkania odbędzie sie aukcja charytatywna na rzecz Akademii Walki z Rakiem w Poznaniu. Ja ze swojej strony chcę podziękować Ewie za przepiękny obraz, który podarowała na licytację.
Wszystkich gorąco zapraszamy...

2008-10-06

Wielkie rozczarowanie. Konające zwierzę Philip Roth


Nie pamiętam książki, która wywołała u mnie taki niesmak i takie rozczarowanie. Konające zwierzę Philipa Rotha bo o tej książce mowa postanowiłam przeczytać z dwóch powodów. Po pierwsze po przeczytaniu Everyman miałam z zachwytu ochotę przeczytać coś jeszcze, a po drugie wybrałam właśnie tę książkę, ponieważ niebawem na ekrany kin wchodził film Elegia na jej podstawie.

Szybko cieszyłam się, że ta książka ma zaledwie 130 stron. W połowie miałam ochotę rzucić ją w kąt, ale za każdym razem powstrzymywał mnie fakt, że jednak książka jest zawsze ważniejsza niż film, przynajmniej w moim przekonaniu.

O czym jest rzecz? Temat dość powszechny i jak dla mnie nudny, mianowicie o romansie między starszym mężczyzną i młodą kobietą. David Kepesch ponad sześćdziesięcioletni wykładowca nowojorski, erudyta w każdym calu postanawia zdobyć dwudziestoczteroletnią studentkę kubańskiego pochodzenia Consuelę Castillo. Nasz ciągle urodziwy wykładowca nie stroni od kobiet, przeciwnie ich ilość przewijająca się przez jego mieszkanie jest ogromna a kolejną zdobyczą miała być właśnie wspomniana Consuela. Pech jednak chciał, że nasz Casanova zakochuje się w Consueli i traci dla nie głowę, co więcej staje się zazdrosny i powątpiewa w przyszłość tego związku. Ten cyniczny hedonista wpada w pułapkę, z której nie bardzo wie jak się wydostać. Żali się oczywiście swojemu przyjacielowi, który specjalnie nie stara się wczuć w rolę sumiennego powiernika. Ich rozmowy „o życiu” to według mnie bełkot dwóch takich, którzy nie potrafią utrzymać na wodzy swoich penisów. Hedonistyczne nastawianie obu Panów do życia mierzi, gdy się to czyta. Przyjaciel naszego bohatera zdradza oczywiście swoją żonę, co akurat nie dziwi biorąc pod uwagę jego porady, a na łożu śmierci ma przebłysk czułości i miłości, czule całuję żonę, rozpina jej guzik bluzki i chce dotknąć jej piersi. Nasz bohater zachwycony tą sceną mówi do żony przyjaciela – cieszę się, że mogłem to zobaczyć, a ona - Ciekawe kogo sobie wyobrażał na moim miejscu. Dla mnie to najlepszy fragment tej książki. Ta kobieta wypowiada jedno zdanie, którym dobitnie udowadnia, że wie o zdradach męża i siłą rzeczy nokautuje płeć męską.

Rząd męskich słabeuszy wzbogaca jeszcze syn naszego wykładowcy, Kenny, który ma w zwyczaju odwiedzać swego ojca w środku nocy i żalić mu się na swój ciężki los jaki go spotyka prawdopodobnie w głównej mierze dlatego, że jego ojciec opuścił jego i matkę gdy był mały. Biedny Kenny ma oczywiście kochankę i rodzinę i bezustannie zadaje sobie pytanie, co zrobić, bo przecież nie chce opuszczać rodziny jak jego ojciec, ale kocha swoją kochankę.

„Życie Kennego ma znaczenie, którego moje jest pozbawione” – mówi Kepesch. Syn jest wbrew pozorom wierną kopią ojca jednak kurczowo trzyma się pewnych reguł, raniąc tym samym o wiele więcej osób niż jego ojciec. Jest takim „czterdziestodwuletnim mężczyzną przykutym do egzystencji trzynastolatka i stale nią torturowanym”.

Jedyne, co mogę uznać za dobre, jeśli już mam szukać czegoś wyjątkowego w tej książce, to kobiety. Silne i znające swoją wartość kobiety. Consuela Castillo jest owszem młodą i według Kepescha niedoświadczoną kobietą, ale dobrze znającą swoją wartość i potrafiącą doskonale manipulować tym biednym starym satyrem. Wie czego chce i konsekwentnie to realizuje. Gdy Kepesch nie wywiązuje się z obietnicy, znika z jego życia tak jak ostrzegała. Jest też wspomniana żona przyjaciela Kepescha, i jego długoletnia kochanka Carolyn, która pojawia się w jego życiu sporadycznie choć regularnie, by otrzymać zawsze to na co od lat się umawiali, czyli seks bez zobowiązań.

Koniec książki według mnie trąci banałem. Nie będę Wam zdradzać jak skończy się ta miłosna historia, w każdym razie odniosłam wrażenie, że każdy, kto to czyta byłby w stanie wymyślić dużo lepszy koniec. Nie wiem, może w banale tkwi jakiś zamysł, nie rozszyfrowałam tego jeszcze i nie sądzę, żebym się już nad tym specjalnie pochylała. Trochę jak tani romans, wyciskacz łez. Nie tego się spodziewałam.

Isabel Coixet, którą cenie za takie obrazy jak Życie ukryte w słowach, czy Moje życie beze mnie, postanowiła nakręcić film na podstawie tej książki. Muszę przyznać, że film jest ładny, stonowany, przyjemnie się go ogląda. Nie porywa, choć w moim odczuciu jest dużo lepszy niż książka. Bardzo dobre role Penelope Cruz ( Consuela Castillo) i Bena Kingsleya ( David Kepesch). Penelope Cruz według mnie wygląda jak bogini, więc każda scena z jej udziałem to czysta przyjemność patrzenia a i aktorką jest nietuzinkową, dzięki czemu film nadrabia.

Banalny koniec książki na ekranie odebrałam już lepiej, może to zasługa muzyki Schuberta w tle. Film gdyby nie czytać wcześniej książki to klasyczna historia miłosna z dramatycznym zakończeniem. Momentami trochę nudnawa i przeciągnięta go granic możliwości, ale znośna.

Nigdy nie miałam i nie będę miała nic przeciwko związkom gdzie różnica wieku wynosi 30 lat. Miłość ma różne oblicza i chwała jej za to. Dotyka każdego, niezależnie od wieku. I podkreślam nie to raziło mnie w książce, ani nie perwersyjny związek bohaterów. Nie zaszokował mnie ani jeden fragment książki, który zresztą nie pojawił się w filmie.

Permanentnie odczuwałam brak pomysłu na tę książkę i próbę wplecenia pomiędzy romans ambitniejszych fragmentów, które tylko zepsuły całość nadając książce śmieszny ton.

Mam nadzieję, że nigdy nie przestanę zachwycać się książkami z „miłością w tle”, prawdziwymi wielkimi romansami. Dzień w którym przeczytałam Miłość w czasach zarazy Marqueza uważam za jeden z ważniejszych dni w moim życiu. Miłość to wielkie uczucie potrafiące budować i niszczyć bardziej niż nam się może wydawać, niestety miłość z książki Konające zwierzę nie wywołuje we mnie żadnych emocji. Pretensjonalne, banalne, zbędne…

2008-10-05

jesiennie




Jesień to moim zdaniem najpiękniejsza pora roku. Zawsze zachwycam się tymi kolorami, cieszą mnie liście spadające z drzew. Uwielbiam ich szelest pod stopami. Każdego ranka przechadzam się po parku i wierzcie mi teraz jest najpiękniej.
Zbieram podczas tych porannych spacerów energię na cały dzień, czuję jak sam widok dodaje mi sił. Oddycham głęboko, mijam ludzi z którymi wymieniam sekretne spojrzenia bo pewnie czują się podobnie i lekkie uśmiechy bo prawie się już znamy.


Jesień to długie, ciemne wieczory i doskonała okazja do czytania. Ja ostatnio czytam dużo i wyjątkowo szybko, choć zwolenniczką szybkiego czytania nie jestem. Lubię sycić się każdym zdaniem. Czytam wtedy takie wyjątkowe zdania kilkakrotnie i chylę ukłony w stronę tłumaczy. Doświadczałam czegoś podobnego podczas lektury Lektora Bernharda Schlinka, którą skończyłam wczoraj. O tym innym razem, ale już dzisiaj mogę napisać, że to najlepsza książka jaką czytałam w ostatnim czasie. Wielkość w małym opakowaniu i trudny temat podany w taki sposób, że łza i dreszcz przechodzący przez ciało podczas czytania to najlepsza recenzja!